wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Moonlight

Nie rozumiem, o co tyle krzyku. Kiedy lekarz skończył mnie badać i wszystko się uspokoiło, wyjęłam śliczny niebieski kwiatek z moich włosów. Usiadłam na łóżku lekarskim. I podarowałam kwiatek lekarzowi. On uśmiechnął się. Ja jak zwykle z kamienną twarzą, odpowiedziałam bardzo cicho.
 -Dziękuje- Zeskoczyłam z łóżka. Podeszłam do złotowłosego, chłopaka.- Dziękuje. – Powiedziałam i wyszłam z namiotu. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ruszyłam w stronę drzewa. Troszkę już zapamiętałam. Teren cyrku. Pod drzewem stała moja walizka z pomarańczami. Usiadłam koło niej. Wyjęłam słoik. Zaczęłam się nim bawić. Zakręcać i odkręcać. Co jeśli jestem tu niepotrzebnym, zbędnym… motyl. Wpatrzyłam się w dal. Piękny motyl ze skrzydełkami koloru cytryny, latał na tle namiotów. Wstałam zostawiając słoik na ziemi. Ganiałam za nim kilka minut, aż go złapałam. Włożyłam do słoika. Złapałam jeszcze kilka motyli. Biegałam bym tak za nimi jeszcze długo ale na swojej drodze napotkałam łuskowate coś. Zwierze było koloru szmaragdu, miało długi ogon, szeroki pysk, w którym mieściły się dwa szeregi, śnieżnobiałych stożkowatych zębów. Z ciekawością patrzyłam na tego gada. W jego złotych oczach krył się jakiś podstęp. Poszłam po słoik z motylkami. Gdy wróciłam gad nadal stał na trawie. Otworzyłam słoik i zaczęłam podawać jaszczurowi motylki. Chyba mu smakowały. Gdy zabrakło motylków, chcąc pokazać zwierzęciu, że więcej nie mam wysunęłam do niego pustą dłoń. Po chwili, nie widziałam mojej dłoni, i poczułam straszliwy ból. Gad ugryzł mi rękę. Nadal wisiał, na niej a ja mogłam ruszać dłonią. Czułam ohydne wnętrzności, zwierzaka. Nie dam rady sama go zdjąć. Postanowiłam poprosić kogoś o pomoc. Niestety nikt nie brał tego na poważnie. Uważali to za żart. Ręka coraz bardziej bolała. W końcu natrafiłam na Pierrota.  Nie widziałam jego wyrazu twarzy bo miał na niej tą samą maskę.
-C-co się stało?- Zapytał cicho. Potrząsnęłam ręką, a zęby wbiły się w mój nadgarstek jeszcze mocniej.
-Bawiłam się i… to ugryzło mi rękę…- Powiedziałam nieco speszona. Znów robię komuś, same problemy. Upadłam na kolana. C-co… Po moich policzkach spłynęły zimne łzy. Z-zaraz! P-przestańcie! P-proszę… n-nie… przez tyle lat budowałam moją osobowość! Nie chcę jej zmieniąć. C-czemu płaczę?
 P-pierrot? Przepraszam, że musisz oglądać to przedstawienie.

niedziela, 3 maja 2015

Od Reptile

Jeden z węży doniósł mi, iż w magazynie nie zostało już nic z zapasów kawy. Tweek... Ja chyba muszę mu zacząć kupować osobny zapas... Przez niego ten cyrk chyba zbankrutuje, chociaż jest najbardziej znany w całej Anglii. Jednak to nie najgorsze, o czym się dowiedziałam. Jarvis widział tutaj ten przeklęty fanklub mojego brata. Mam nadzieję, że te dziewczyny nie narobiły znowu problemów. Ostatnim razem, gdy tutaj były, zniszczyły namioty głównej obsady, więc mają absolutny zakaz wstępu na ten teren i chyba wszyscy, którzy byli wtedy członkami, wiedzą, iż gdy tylko je zobaczą, powinni je stąd wyrzucić albo mi o tym powiedzieć. Naprawdę... Z wielką chęcią napuściłabym na nie moje zwierzaki, ale sprawiłoby to problemy. Gdy szłam wypędzić te denerwujące dziewczyny, usłyszałam hałasy z namiotu lekarskiego, więc zmieniłam kierunek drogi, aby tam dojść. Weszłam do środka.
- Co tu się wyprawia? - spytałam zdenerwowana, widząc nową dziewczynę na rękach mojego przyjaciela z głównej obsady, a zarazem brata. Moonlight położono na łóżku i Shinra zaczął ją badać, a jeśli chodzi o wyjaśnienia... Tweek się nimi zajął, ale mówił tak szybko i bezsensu, że nawet ja nie umiałam tego zrozumieć. W końcu zwolnił, powiedział, iż to robota tych panienek. Kolejne problemy robią... Skoro już wpadłam na tego uzależnionego od kawy nie-człowieka, to...
- Tweek. Znowu wyczerpałeś cały zapas kawy! - krzyknęłam na niego zirytowana jeszcze bardziej. Natychmiast zaczął przepraszać, ale przecież tym nie zwróci tej kawy. Czy on myśli, że tylko on pije tę kawę? Nie mogę, po prostu nie mogę... Następnie zaczęłam mu tłumaczyć, że jeśli nie przestanie to w końcu naprawdę zabraknie pieniędzy. Do namiotu wszedł Pierrot, najpewniej przez moje krzyki. Przechylił lekko głowę w bok.
- Co się stało? - zapytał cicho widząc zaistniałą sytuację - Może mógłbym jakoś pomóc? - dodał jeszcze ciszej z nadzieją w głosie.
- Nic nowego. Twój fanklub znowu narobił problemów, mianowicie pobił naszą nową akrobatkę, a Tweek znowu wypił całą kawę - uznałam w odpowiedzi na jego pytanie.
 - Oh, rozumiem...Nic jej nie jest? - spojrzał na Moonli. Shinra odpowiedział na tym uniesionym kciukiem w górę, co miało oznaczać, że wszystko jest w porządku. Chłopak odetchnął z ulgą i wrócił wzrokiem do mnie - Jaki fanklub? - zapytał lekko zdziwiony. No tak, oczywiście główny obiekt zainteresowania nie ma pojęcia, o co chodzi. Czy on to kiedyś zrozumie? Nie wytrzymam tutaj dłużej z nimi. Towarzystwo moich pupili jest już inteligentniejsze...
- Mam was dość. Żegnam - powiedziałam odwracając się na pięcie. Wyszłam z namiotu i nie oglądając się za siebie, ruszyłam w stronę mojego namiotu.

Ktoś dokończy? Nie wiem, zajmie się Moonli? A może... Nie wiem.

Od Tweeka

Chodziłem po cyrku szukając Pierrota. Właściwie to mogłem też pójść do Reptile, ale jej węże są takie straszne! A i tak pewnie by na mnie nakrzyczała, że już sam wypiłem całą kawę... Nagle zauważyłem osobę, której szukałem.
- O, Pierrot! - podbiegłem do niego i położyłem mu rękę na ramieniu - szukałem cię. Wiesz może gdzie jest kawa?
- Wybacz, nie mam pojęcia - odpowiedział  po chwili zastanowienia, jak zwykle spokojnym i melodyjnym głosem.
- Bo wiesz, w kuchni się skończyła... I n-nie przeze mnie!! - powiedziałem lekko zawstydzony, a on zaczął się cicho śmiać.
- Tak, jestem tego pewien - odparł chyba trochę sarkastycznie, choć co takiego dość trudno zauważyć w jego głosie. Jak każdy z głównej obsady, byłem już przyzwyczajony do tego. W końcu już przed powstaniem cyrku się  przyjaźniliśmy.
Skoro Pierrot nie wiedział nic, to postanowiłem poszukać kogoś innego. Nagle usłyszałem jakieś podniesione głosy w namiocie. Podbiegłem tam szybko i odchyliłem płachtę oddzielającą namiot od pola. Zobaczyłem te dziewczyny z fanklubu Pierrota znęcające się nad tą nową... Moonlight? Chyba tak... Podszedłem szybko i złapałem pięść i na wszelki wypadek osłoniłem ją swoim ciałem.
- Zwykli goście nie mogą wchodzić na teren cyrku. Szczególnie gdy nie ma występów - powiedziałem poważnie. Niezbyt lubię gdy ktoś krzywdzi moich przyjaciół lub współpracowników. Sam byłem w bardzo złych sytuacjach... Odebrałem prześladowczyni trochę energii, tak że zemdlała, a reszta dziewcząt się przestraszyła - Proszę was o jak najszybsze opuszczenie terenu. - szybko wybiegły zabierając swoją przywódczynię, a ja na powrót wróciłem do mojego bardziej normalnego charakteru. - Nic ci nie jest?? wszystko dobrze?? Co ci zrobiły??
-Jeśli mam być szczera to tylko jedna mnie uderzyła, ale to nic. Pozwól bym dokończyła prace - powiedziała powiedziała obojętnym głosem.
- A nie przemęczysz się? Skoro cię uderzyła to musiało boleć! Zaprowadzę cię do namiotu szpitalnego! - wziąłem ją na ręce i pobiegłem do lekarza.
- Mówiłam już że to nic. I proszę postaw mnie na ziemi.
Jednak my już byliśmy u doktora i położyłem ją na łóżku.
- Shinra! Shinra!  Nową-- Znaczy Moonlight pobiły te dziewczyny!
- Niezmienne zasady fanklubu Pierrot'a - odparł. I wtedy do namiotu weszła Reptile.
- Co tu się wyprawia?? - zapytała lekko zezłoszczona.

Reptile? Co dalej?

sobota, 2 maja 2015

Od Moonlight:

W namiocie, na zapleczu, oprócz rekwizytów, były i środki do czyszczenia. Od razu zabrałam się za czyszczenie rekwizytów. Wszystko dokładnie wytarłam i wyczyściłam. Nawet jeśli gdzieś wdarła się rdza nie było to problemem. Zamiotłam parkiet, umyłam wytarłam i dwa razy wypastowałam. Weszłam na linę. Dokładnie, sprawdziłam czy nie jest uszkodzona, naciągnęłam ją i skoczyłam na trapez Trapez też, sprawdziłam, ale... oprócz warstwy kurzu nic nie znalazłam. Wytarłam kurz i wróciłam na ziemię. Oparłam drabinę o ściankę namiotu i zdjęłam wszystkie pająki do wiadra. Potem wyczyściłam pajęczyny, spuściłam wiadro z pająkami na jednej z wstążek od bransoletki. Zeszłam i odłożyłam drabinę w kąt. Wyczyściłam też, loże i inne rzędy siedzeń. Usiadłam na środku koło wiadra z pająkami. Myślę, że posprzątałam wszystko. Do namiotu weszły jakieś dziewczęta, niektóre starsze od mnie,niektóre młodsze.
-To ona!- Któraś z dziewcząt, krzyknęła i wskazała na mnie. Wstałam, i wzięłam wiadro do reki. Zakryłam szybko wiadro, przykrywką. Wiem, że krzyki oznaczają kłopoty. Stanęłam wyprostowana, z głową uniesioną do góry. Dziewczęta, w zastraszającym tempie mnie otoczyły mnie, z kręgu wykroczyła chyba moja rówieśniczka. Była troszkę wyższa. Stanęła przed mną i uderzyła mnie w brzuch. Zgięłam się w pół, próbując powstrzymać ból.
-Po pierwsze, nie rzucaj mi wyzwania.- Wyprostowałam się znów w dumnej pozycji. Spędziłam tyle lat w cyrkach. Nauczyłam się paru rzeczy. Pierwszą z nich, było by kontrolować swoje emocje. Drugą, nie dać sobą pomiatać, bo w tedy jest się nic niewartym, zbędnym kawałkiem statku płynącego donikąd.- A więc tak?- Dziewczyna zamachnęła się by powtórzyć cios, ale mocniej. Uprzedziłam ją i wykonałam salto do tyłu. Przewróciłam przez przypadek jedna z dziewcząt. Odwróciłam się i wyciągnęłam do niej dłoń by pomóc jej wstać. Odtrąciła moją dłoń i sama się podniosła.
-Przepraszam ale czemu mnie atakujecie?- Zapytałam spokojnie, trochę cicho.
-Jeszcze śmiesz pytać?!- Zapytała, prawie krzycząc.- To ty chodzisz za rączkę z Pierrotem! Nie wyjaśnili ci zasad czy co?!- Zdębiałam. O co im chodziło? Znam zasady.
-Chyba n-nie rozumiem- Powiedziałam z wahaniem. Dziewczyna zrobiła kwaśną minę, i próbowała mnie zabić spojrzeniem.
-Każda tak mówiła!- Wrzasnęła mi w twarz, nadal zachowywałam spokój. - Teraz, są dwie gruby, dziewcząt walczące o względy Pierrota! Wybierz do której dołączysz?!- Nadal krzyczała.
-Do żadnej, nie mam zamiaru walczyć o czyjeś względy przepraszam, ale muszę już iść i uwolnić parę zwierząt- Myślę, że to dobra wymówka. Pająki to też zwierzęta. Nie chce bójki. Ruszyłam w przód ale dziewczyna zatrzymała mnie ramieniem, uniosła pięść, a ja zamknęłam oczy. Czekałam, na ból, ale się nie pojawił. Otworzyłam oczy, i ujrzałam znieruchomiałą dziewczynę. Jej dłoń trzymała jakaś inna, dłoń. Ktoś za mną stał. Dopiero teraz poczułam czyjeś ciepło. Rozejrzałam się po namiocie. Niedaleko dziewczyny która przed chwilą nad mną się znęcała stał żółto włosy chłopak. Poczułam się dziwnie.

Eee... Ktoś dokończy.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Profil Ayami

Imię: Ayami

 Płeć: Kobieta

 Wiek: 18 lat

 Charakter: Ayami ma to do siebie, że jeśli nie musi to nie zaczyna rozmowy. Jest raczej zamknięta w sobie. Z własnej inicjatywy odzywa się( z reguły) tylko do Shori. Ma niechęć do ludzi, jedni ją przerażają, jedni są jej obojętni, a do innych czuje jedynie pogardę. Od dawna nikomu nie udało się wzbudzić w niej jakichkolwiek pozytywnych emocji. W skrajnych sytuacjach reaguje na zagrożenie agresją. Jej zachowanie można więc spokojnie porównać do zachowania szczutego zwierzęcia. Ponad to boi się nagłych, głośnych dźwięków. Kiedy słyszy kłótnie nierzadko kuli się, bądź zwija w kłębek w jakimś kącie. Mimo swych ,,nieco" dziwacznych zachowań to bardzo inteligentna dziewczyna, której po prostu nie dano szansy na wykorzystanie umysłu w jakiś pożyteczny sposób.

Historia: Nie pamięta skąd się tam wzięła, ani dlaczego. Tak czy inaczej już od najmłodszych lat występowała w cyrku. Nie był to jeden z tych bogatych i szykownych, a biednych i brudnych. Wzięli ją bardziej z łaski niż ze względy na talent. Nie płacili niczym poza posiłkiem, a w zasadzie jego resztkami. Sypiać musiała ze zwierzętami. Oczywiście nie zamykano jej z nimi w klatkach. Po prostu leżała na sianie obok. O świcie budzono ją krzykami by chwytała za miotłę.
 Pewnego dnia do cyrku sprowadzono nowego tygrysa. Kotka kosztowała dyrektora nie mały wydatek, tym bardziej, że był to albinos. Był tylko jeden problem. Udało się ją kupić tylko dlatego, że była dopiero co schwytana. Brak tresury i agresja obniżały cenę. Aya miała nieco ponad 16 lat gdy ją przywieziono. Tygrysica była dość młoda, miała niecałe trzy lata. Brakowało jej doświadczenia, nie zdawała sobie sprawy z tego, że ludzie są niebezpieczni. Bat na nią nie działał. Ayami po paru tygodniach zauważyła, że coś je łączy. Obie były z daleka od domu, nie chciały tu być. Wiem co sobie myślisz, jakie dzikie zwierzę chciałoby siedzieć w klatce. Inne koty, nawet te urodzone na wolności, dawały się szybko oswoić- przekupić mięsem. Ale ona była inna. Chciała wrócić, ale nie mogła. Kota powstrzymywały stalowe pręty i strach przed batem, a dziewczynę brak pieniędzy i strach przed ludźmi. Z czasem tygrys umiejscowiony nieopodal ,,łóżka" Ayami przestał na nią warczeć. Chyba zrozumiała, że to jedna z nielicznych osób w tym całym przytułku, która nie chce jej zmienić. Dziewczyna lubiła patrzeć na kota. Gdyby mogła chętnie powiodła by palcem po ciemnych liniach.
 Któregoś dnia zdarzył się wypadek- tygrys uciekł. Powalił tresera, rozszarpując mu przy tym gardło i uciekł. Następnej nocy kotka wkradła się do części ,,obozu" w której trzymano zwierzęta i wywlekła z niego szamoczącą się Ayami. Widocznie nie chciała być sama. Normalnie już dawno powinna się usamodzielnić, jakieś pół roku wcześniej. Ale i tak potrzebowała towarzystwa.
 Przez parę lat Obie włóczyły się po świecie. Dziewczyna podkradała jedzenie z targowisk, a kotka broniła jej poza miastem. Nie mogły podróżować normalnie, no bo gdzież- nastoletnia dziewczyna i biała tygrysica? W końcu, przypadkiem, natrafiły na ten cyrk. Ayami, z niemałym trudem, postanowiła dać sobie drugą szansę. Shori nie za bardzo miała wybór. Albo samotność, albo cyrk.

Dodatkowy opis: Z nawyku wypowiada pewne słowa niewłaściwe np. zamiast powiedzieć bóbr, może powiedzieć bober. Rzadko kiedy sypia w namiocie, woli towarzystwo tygrysa. Ukrywa to, ale nie umie ani pisać, ani czytać. To analfabetka. Z niewiadomych przyczyn większość zwierząt się do niej garnie.
Zdarza jej się mówić w sposób niezrozumiały. I nie mówię tu o wadach w wymowie, a czymś przypominającym wieszczenie. Nie ma żadnych nadprzyrodzonych zdolności, po prostu często to co powie, zwykle zupełnie niepasującego do tematu, rzeczywiście prędzej czy później ma miejsce. Niektórzy ją o to pytali, kiedy już odpowiadała to mówiła, że to nie ona. Że to Shori. To Shori widzi przyszłość. Oczywiście nikt jej nie uwierzył. To najpewniej złudzenia dziewczyny, która oszalała z samotności. Bywa, że zagapia się w jakiś odległy punkt. Sprawia wtedy wrażenie albo upośledzonej, albo nawiedzonej.

Zajęcie: Z reguły ogranicza się do tresury dzikich kotów, ale w razie czego może też żonglować nożami, albo skakać na trapezie.

Poziom: Nowicjusz

 Wygląd:

środa, 22 kwietnia 2015

Od Pierrot'a

Gdy Reptile wyszła z namioty zastanowiłem się czy nie był to dobry moment aby stąd wyjść. Już dawno chciałem opuścić to miejsce. Nie jest mi tu źle, jednak czuje się taki...Niepotrzebny. W końcu to że nikomu nie pomagam ani nic nie robię, świadczy o tym że jest bezużyteczny, racja? To niemiłe uczucie. Szybko jednak odrzuciłem od siebie myśl o możliwości ucieczki. Moja siostra na pewno wróciłaby lada moment i wtedy niezwykle się zdenerwowała. Nie chcę złościć innych, to również niepotrzebne. Po chwili usłyszałem czyjeś kroki. Spojrzałem na wejście do namiotu. Stanęła w nich Reptile prowadząca za sobą Shinrę. Mężczyzna spojrzał na mnie i pokiwał głową niby to z zawiedzeniem. Z jego twarzy jednak nie schodził uśmiech.
- Kto by się spodziewał, że akurat ty tu będziesz? - spytał ironicznie. Tak jak wspominałem często przebywałem w tym miejscu. Raz przez omdlenie, innym razem przez gwałtowne osłabienie...Na ogół często chorowałem. Wzruszyłem ramionami nakładając na twarz swą maskę. Lubiłem ją nosić. Shinra cicho zaśmiał się i próbował przybrać choć trochę poważny wyraz twarzy - Dobrze, nie wygląda na to żeby dalej było źle - stwierdził podchodząc do mnie. Reptile przypominając sobie o czymś musiała opuścić namiot. Znów bierze dużo obowiązków na siebie...A ja tak chciałbym pomóc. Shinra zaczął mnie badać. Nie trwało to zbyt długo. Jak można było się spodziewać on również był odmieńcem. Posiadał specjalne zdolności związane z leczeniem. To właśnie jemu zawdzięczam swoje życie...Co prawda, zna się na medycynie również nie używając swoich mocy. Używanie ich było jednak o wiele praktyczniejsze, no i oczywiście szybsze. Już po chwili Shinra ogłosił, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego i mogę wyjść. Oczywiście dodał do tego swoją formułkę, którą słyszałem prawie ciągle. "Nie przemęczaj się", to jej główne słowa. Kiwnąłem głową i opuściłem namiot lekarza. Rozglądnąłem się dookoła. Znów nastała chwila w której nie miałem kompletnego pomysłu co mógłbym zrobić. Wędrowałem po całym terenie cyrku.
- O, Pierrot! - usłyszałem z tyłu po czym ktoś dotknął mojego ramienia - szukałem cię - powiedział jak zwykle "rozdrażniony" Tweek - wiesz może gdzie jest kawa? - zadał pytanie. No tak, nie spodziewałbym się po nim niczego innego. Może uzależnienie to za mocne słowo, ale...Tweek naprawdę uwielbiał kawę. Zastanowiłem się chwilę, jednak ostatecznie pokiwałem przecząco głową.
- Wybacz, nie mam pojęcia - stwierdziłem. Powinna być tam gdzie zwykle...Choć nie mam pojęcia gdzie jest zwykle. Nie pijam kawy, a jak już mówiłem nie zajmuję się uzupełnianiem braków produktów w naszym cyrku.
- Bo wiesz, w kuchni się skończyła... I n-nie przeze mnie!! - powiedział lekko... Zawstydzony? No tak...To w końcu Tweek. Słysząc to nie mogłem powstrzymać się od cichego śmiechu.
- Tak, jestem tego pewien - powiedziałem dość sarkastycznie, choć nie sądzę aby było to słychać w moim głosie. Nie często używałem czegoś takiego jak sarkazm, a nawet gdy już to robiłem mój głos dalej pozostawał spokojny i melodyjny.

Tweek? Co dalej?

wtorek, 21 kwietnia 2015

Od Reptile

Chciała posprzątać jeszcze w namiocie... Miła dziewczyna. Większość tych, które są wykupywane od innych cyrków z powodu talentu, jest leniwa. Ona jest inna, zdecydowanie.
- Nie musisz sprzątać, jednak muszę cię prosić, abyś teraz odeszła - stwierdziłam poważnie, lecz ze sztucznym uśmiechem na twarzy, jednak dziewczyna już wyszła. No cóż, nie będę za nią biegła. Zostaje mi przypilnować tego idioty, żeby nie próbował się znów gdzieś wymknąć. Znając jego, zrobiłby to. Moonlight naprawdę się napracowała. Zwykle osoby na moim stanowisku są wredne i niesprawiedliwe wobec pozostałych, ale jakoś ja taka nie jestem. To też powód, dla którego wykupiłam tą czarnowłosą dziewczynę, marnowała się tam i tyle. Zdjęłam maskę mojego brata z jego twarzy, a następnie podałam jedzenie.
- Jedz, na pewno jesteś głodny - uznałam. A niech tylko spróbuje mi nie jeść. Bycie odmieńcem nie oznacza, że nie musimy wykonywać tak podstawowych czynności. Wprawdzie mamy to szczęście, że nie zatrujemy się niczym. No chyba, iż ktoś stworzy specjalną truciznę na takich, jak my. Przytaknął tylko i zaczął jeść, a ja zrobiłam to samo. Jedliśmy tak w ciszy. Mój brat co chwilę patrzył nerwowo na wejście do tego namiotu. Chyba wiem, co chodzi mu po głowie.
- Nie myśl, że dam Ci stąd wyjść. Zostaje ty z tobą na noc - powiedziałam bez zbędnych dopowiedzeń. Wiem, że lubi pomagać, ale musi czasem zadbać o siebie. Pierrot cicho zaśmiał się.
- Naprawdę znasz mnie aż za dobrze - stwierdził krótko. Niby to powiedział, jednak pewnie myśli coś zupełnie innego. Odstawiłam talerz na stół.
- Co sądzisz o nowej dziewczynie, odkupionej od innych? - zadałam pytanie patrząc prosto w jego hipnotyzujące, złote oczy. Jestem ciekawa, co powie. Mój brat pozostał chwilę w milczeniu. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie.
- Jest odkupiona? - zapytał, mimo zaskoczenia, jak zawsze spokojnym głosem.
- Tak, nie słuchałeś, kiedy rozmawiałam o tym z naszym rodzeństwem, prawda? I pewnie nie wiesz też, że nawet Ojciec wyraził na to zgodę, prawda? - spytałam się go ze szczerym śmiechem. No tak, współprowadzący nie ma pojęcia o niczym, co się w okół niego dzieje. Wyglądał na lekko zmieszanego, jednak po chwili ponownie uśmiechnął się.
- Tak...Musiałem się zamyślić - odpowiedział najwidoczniej mając zamiar przyznać się do błędu.
- Nie zamyślić tylko po prostu ciągle nie słuchasz, gdy chodzi o coś ważnego! - podniosłam lekko głos, jednak wciąż z rozbawieniem.
- Słucham cię, nawet częściej niż innych. Po prostu czasem mogę się "wyłączyć"... -odpowiedział aby choć trochę się usprawiedliwić. Zaśmiałam się i położyłam mu głowę na ramieniu. Jestem czasem znudzona tym wszystkim lub raczej zmęczona. Momentalnie odniosłam się z krzesła, gdy na zewnątrz usłyszałam hałasy. Nakazałam Pierrot'owi zostać w... Można to nazwać pomieszczeniem? Tak czy inaczej, wybiegłam stamtąd. Zobaczyłam kilku cyrkowców, szarpiących się z *Shinrą, naszym prywatnym lekarzem. Rozdzieliłam ich. Mężczyzna może i jest uzdolniony, jeśli chodzi o leczenie, ale gdy chodzi o walkę, nastają pewne komplikacje.
- Co wy robicie? - zapytałam mierząc ich moim morderczym spojrzeniem.
- Wszedł na teren cyrku o tak późnej porze... - tłumaczył cicho jeden z nich. No nie mogę...
- Ma tu wstęp, jest lekarzem - wytłumaczyłam im sytuację. Słyszałam od nich tylko pomruki w stylu "To naprawdę jest lekarz?" i tym podobne. Mężczyzna przytulił mnie, krzycząc, iż uratowałam mu życie. W sumie im się nie dziwię. Zwykle po jego zachowaniach, trudno określić jego zawód. Złapałam Shinrę za rękę i zaprowadziłam do namiotu, gdzie (na szczęście) wciąż był Pierrot. Czekałam, aż któryś z nich coś zrobi.

Zakończenie?

niedziela, 19 kwietnia 2015

Od Moonlight

Więc, ona mnie wykupiła? To… miłe. Mam wyrzuty sumienia. Pierrot chyba jest chory, a ja zamiast poradzić sobie sama naraziłam go na jeszcze większe osłabienie. Muszę nad sobą popracować. Reptile, jest chyba miłą osobą, ma ładny donośny głos, będzie często krzyczeć na mnie. Mam to przeczucie. Wracając muszę coś ze sobą zrobić, najlepiej by było gdybym mogła się na coś zdać. Słyszałam, że można tu gotować, a raczej trzeba. Mam umiejętności kulinarne. Mogę też posprzątać, namiot po ostatnim występie chyba, że ktoś mnie już uprzedził. Mogę robić co kol wiek, chce się na coś przydać. Nie powiem tego głośno.
-Czy mogłam bym w czymś pomóc?- Zapytałam cicho, ale słyszalnie. Dzieliłam każdy wyraz, dość długą przerwą. Reptile uśmiechnęła się ponownie, teraz wyraźnie było czuć od niej sztuczność. Chodzi o uśmiech, jest wspaniałym kłamcą jeśli chodzi o mimikę twarzy. Niestety, lata w cyrku nauczyły mnie rozpoznawanie, uczuć poprzez mimikę twarzy. Reptile nawet mnie na początku oszukała.
-A w czym byś chciała pomóc?- Powiedziała Reptile. Powiem na razie, że mogę coś ugotować… to będzie dobre wyjście, jeśli mi nie pozwoli spytam się o coś innego. Wiedziałam, że będę musiała się odzywać ale, nie myślałam, że będę musiał mówić aż tak dużo.
-M…mogę, coś ugotować…- Powiedziałam po chwili wahania. Uh…
-Dobrze, może najpierw spróbuj ugotować coś dla mnie… i Pierrota… wiesz, ja muszę być przy nim, żeby znów gdzie śnie poszedł. – Powiedziała, z wahaniem. Wiem, że mi nie ufa. Nic na to nie poradzę. Reptile zaprowadziła, mnie do ogromnej kuchni. Nie było tam jak w, kuchni w restauracji, ale wnętrze mniej więcej to przypominało. Po kuchni kręciło się parę dziewczyn. Była to mała grupa, co chwila chichotały, rozmawiały o czymś. Nie, obchodzi na razie mnie to. Mszę pomyśleć, co przygotować. Mogę, coś prostego nie mam, wyjść na lizusa, myślę też, że powinnam dać z siebie wszystko. Poszłam, na jedno ze stanowisk. Przygotuje prostą jajecznice, zupę z wołowiną i… pomarańczowy deser. Nie za proste, nie za trudne. Dam radę w… piętnaście minut? Dwadzieścia. Zabrałam się do pracy. Założyłam fartuch, ściągnęłam do tyłu włosy i zabrałam się za jajecznice, włączyłam kuchenkę, rozgrzałam patelnie, w tym samym czasie, stawiając rondel, do połowy napełniony wodą na palniku. Na moje szczęście warzywa były już gotowe teraz wystarczy je umyć pokroić i wrzucić do wody. Polałam na patelnie trochę oleju. Wybiłam na dwa, jajka. Przyjemnie zaskwierczało, Nie dam rady ugotować wołowiny… zresztą gdzie ja to znajdę nie pomyślałam… Zrobię samą zupę. Wlałam do kolejnego rondla wodę i postawiłam na trochę większym palniku. Po zagotowaniu wody wrzuciłam do jednego rondla makaron a do drugiego pokrojone warzywa. Do rondla z warzywami dolałam trochę oleju i sosu sojowego. Przykryłam oba garnki pokrywkami. Co się działo z jajecznicą? W tym samym czasie dodałam do niej soli, i troszkę pokrojonego bardzo drobno pora. Jajecznice wyłożyłam na dwa talerze które znalazłam po chwili przeszukując szafki. Wyjęłam też dwa pucharki, chyba do lodów. Były strasznie zakurzone. Widać, że dawno nie używane. Wytarłam je dokładnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zajrzałam do szafki. Śmietana! Nie możliwe… Wzięłam do ręki butelkę. Otworzy łam i, upiłam się jej wonią. Tak, jeszcze świeża. Wlałam zawartość butelki do miski, którą wcześniej dokładnie wytarłam, Wyjęłam z kieszeni dwie pomarańczę. Jedną przekroiłam, drugą obrałam ze skóry. Do śmietany dodałam, żelatynę którą wcześniej przygotowałam, trochę soku pomarańczowego i zaczęłam ubijać. Po chwili wlałam ubitą śmietanę, miała piękną żółtawą barwę. Po chwili powinno zamienić się w piankę. Starłam skórkę, którą posypałam na piankę, i starłam czekoladę, którą również ozdobiłam deser. Rozpuściłam cukier, i polałam potrawę. Teraz tylko, ten makaron… Oddzieliłam, wodę od makaronu, makaron włożyłam po równo do dwóch misek. Zalałam zawartością drugiego rondla. Jeszcze sztućce, Wszystko ułożyłam na tacę, posprzątałam stanowisko, umyłam naczynia i poszłam zanieść tace. Gotowałam 35 minut… ech. Dotarłszy do celu weszłam do namiotu, postawiłam tace na stolę. Pierrot, nadal był w swojej masce. Reptile siedziała na krześle. Spojrzała, na potrawy i uśmiechnęła się do mnie.
-Dobra robota- Pochwaliła mnie. Uśmiechając się… szczerze, chyba… nie jestem w stanie określić.
-Dziękuje- Powiedziałam cicho.
-Dziękuje, ci panienko za twą prace.- Usłyszałam piękny głos Pierrota.
-Dziękuje- powtórzyłam cicho- Pójdę posprzątać namiot po występie- Powiedziałam, chyba dzień wcześniej było tu jakieś przedstawienie? Odwróciłam się na pięcie i poszłam do największego namiotu.

Pierrot? Reptile?

Od Reptile: Człowiek z talentem odmieńca

Byłam w jednym z namiotów cyrkowych. Ludzie tutaj są nie poradni. Nie potrafią robić tak wielu rzeczy, ale... W pewnym sensie są do nas podobni. Nie mieli nic lub wszystko stracili. Coś takiego zmienia ich charaktery... Każdy, kto staje się jednym z nas... Hah... To zabawne. Tych, którzy traktują odmieńców w tak okropny sposób, zabiję bez mrugnięcia okiem. Ale tych, co należą do nas już od jakiegoś czasu... Nie umiałabym patrzeć tak obojętnie na ich śmierć. Stając się tutaj Neutralnym, stają się jednymi nas. Dostają drugą szansę, jakby drugie życie. Wszystkie sytuacje mające miejsce w ich przeszłości, zostają wymazane tutaj. Faktycznie... Ten cyrk jest, niczym z opowieści... Wspaniali cyrkowcy, tajemniczy pan, potworna Główna Obsada... Większość myśli, iż to niemożliwe, a jednak. Dzień za dniem, zastanawiam się, jak by zareagowali na to, że jesteśmy, kim jesteśmy. Teraz nie mają pojęcia... W trakcie mojego tłumaczenia czegoś, komuś, wszedł Pierrot z jakąś dziewczyną. Czyżby to była ta, którą wykupiłam od innego cyrku? Nie mogłam doczekać się jej przyjazdu, jednak nadal nie lubię nowicjuszy, bo nie mogę jeszcze im zaufać. Widziałam jej talent w trakcie występu u innych. Czasami chodzę w takie miejsca, aby z rekrutować takie osoby. Ona nadawała się idealnie, szybko powinna zostać Neutralną. Poza tym... Po jej twarzy poznałam, iż nie miała lekkiego życia wcześniej. To kolejny z powodów. Odeszłam od towarzystwa oraz podeszłam do brata i dziewczyny.
- Ta panienka to Moonlight - przedstawił mi ją chłopak. Czyli to faktycznie ona.
- Witam. Nie mogłam się doczekać twojego przyjazdu. Liczę na to, że będziesz ciężko pracować na treningach i podczas występów. Nawet z naturalnym talentem nie możesz osiadać na laurach! - wyjaśniłam z serdecznym uśmiechem. Nagle zdałam z sobie czegoś sprawę. - Pierrot! Miałeś odpoczywać! Wczoraj miałeś gorączkę! Jazda do namiotu lekarskiego! - wydarłam się na brata, zaś dziewczyna spoglądała na mnie ze zdziwieniem. W końcu udało mi się zmusić go do powrotu, do łóżka, więc poprosiłam, aby ktoś go odprowadził. Nadal jest dość słaby... Co by było, gdyby zemdlał po drodze?! To wszystko byłaby moja wina! Wracając do dziewczyny...
- Dzień dobry... - odezwała się w końcu cichutko. Muszę przyznać, jak na człowieka, miała swój urok. Jej głos był bardzo ładny, jednak nie wspanialszy od tego, jaki posiada mój brat.
- Masz szczęście, nie musisz mieć testu wstępnego, więc przejdźmy do zapoznania cię z pozostałymi członkami - mówiłam wciąż z uśmiechem. Teraz nie miałam ochoty na to, jak zawsze po zleceniu, więc ten był sztuczny. Jak przystało na węża, potrafię kłamać bez mrugnięcia okiem. Nawet nazywam się "Gadem". To nawet zabawne... Wielu ma mnie za szczerą, a jest zupełnie na odwrót. Kłamię mniej, niż Pierrot, ale więcej, niźli reszta naszego rodzeństwa. To wszystko nie ma sensu. Przedstawiłam nowego członka każdemu, kogo udało się spotkać. Jak zauważyłam, mój brat znalazł sobie kolejną przyjaciółkę. Nie ukrywam, jestem nadopiekuńczą siostrą i jestem o niego zazdrosna. Gdy miałam chwilę czasu, poszłam do namiotu, w którym (o dziwo) był. Usiadłam na krześle obok łóżka i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jesteś moim głupim, pomocnym braciszkiem, wiesz? - spytałam się go, oczekując odpowiedzi.
Pierrot uśmiechnął się.
- Tak, tak, wiem - powiedział pokojowo. Nagle weszła do nas nowicjuszka.

Moonlight?

Od Pierrot'a: Nieznajoma

Budząc zdałem sobie sprawę z tego, iż nie znajduje się w swoim namiocie. Z początku zdziwiło mnie to. Szybko jednak przypomniałem sobie wydarzenia z wczoraj. Nie widząc lekarza oraz czując się już w pełni sił wstałem i wyszedłem na zewnątrz. Nie mając żadnych zajęć nie miałem pojęcia co mógłbym zrobić. Może to zdawać się dziwne, w końcu jestem w głównej obsadzie, a w dodatku odgrywam rolę współprowadzącego. Ostatnio jednak lekarz zabronił mi się zbytnio przemęczać. To takie idiotyczne...Chciałbym pomagać innym, a nie chodzić bez celu! Nic jednak nie mogłem poradzić. Inni się uparli i nie miałem nic do powiedzenia. Wędrując po obszarze cyrku, chciałem upewnić się czy aby na pewno nie mógłbym jakoś pomóc, choć tak potajemnie. Ku mojemu zawiedzeniu przez długi czas nikogo nie spotkałem, nawet dziewczyn którym tak często pomagam. Są naprawdę niezdarne i często potrzebują wsparcia. Niektórzy mówią, że robią to celowo, ja jednak sądzę, że to nieprawda. Po co miałyby coś takiego robić? Nie, to nielogiczne. Nagle spostrzegłem kogoś nieznajomego. Była to piękna, czarnowłosa dziewczyna o błękitnych oczach. Na pewno nie mieliśmy tu nikogo takiego. Choć do naszej grupy należało mnóstwo osób znałem wszystkich. Podszedłem bliżej dziewczyny spoczywającej pod jednym z drzew.
- Zgubiłaś się panienko? - zagadnąłem spokojnie. Nie raz widywałem tutaj wiele obcych. Nie są oni powodem żadnych zmartwień, ponieważ tutaj to rutyna. Dziewczyna po chwili przytaknęła ruchem głowy. Przez chwilę zastanawiałem się co powiedzieć i jak głośno to powiedzieć. Bałem się...Nie chciałem nic jej zrobić - Jesteś niemową? - zapytałem aby cisza nie była podejrzana. Po raz kolejny nie odpowiedziała mi żadnym słowem, a jedynie gestem, który wskazywał wyraźnie na słowo "nie". Następnie dziewczyna podniosła się z ziemi. Skoro ktoś obcy się tu znalazł powinienem poinformować o tym moją bliźniaczkę. To ona zawsze zajmowała się tego typu sytuacjami - Dobrze...Zaprowadzę się do Reptile - objaśniłem. Tak, to było najlepsze wyjście. Nie miałem jasnej odpowiedzi, ale wywnioskować mogłem, iż dziewczyna dołączy do naszego grona. To Reptile zajmowała się rekrutacją członków.
- J-jak masz na imię? - ledwo usłyszałem pytanie. Spojrzałem na dziewczynę, która stała przede mną i je wypowiedziała. Nareszcie się odezwała! Zaczynałem martwić się czy to może przez moją osobę nie miała zamiaru pisnąć ani słówka. Uśmiechnąłem się do samego siebie.
- Pierrot, a ty? - zapytałem z głośnością podobną do niej. Nie mogłem mówić bardziej donośnym głosem. Nikt nie wie jak mogłoby się to skończyć. Racja, możliwe że nie wystąpiłyby żadne efekty, ale możliwe jest wszystko, a prawdziwe tylko parę rzeczy.
- Moonlight - odpowiedziała prosto. Moonlight...Rzeczywiście, był to ładny pseudonim. Odwróciłem się i spojrzałem w niebo. Mamy dziś naprawdę ładną pogodę jak na Anglię. Zamyśliłem się chwilę nad paroma sprawami. Następnie gestykulując przekazałem dziewczynie aby poszła za mną. Gdy prawie doszliśmy do celu obejrzałem się w tył. Wtedy coś spostrzegłem...Dziewczyna zniknęła! Od jak dawna jej ze mną nie było?! Zacząłem się martwić. Powinienem bezpiecznie doprowadzić ją do Reptile. Nawet tyle nie potrafię zrobić? Nie panikowałem, jednak zbytnio. Gdzieś musiała być, a zachowanie spokoju nie może być złym wyjściem. Po jakimś czasie szukania jej w końcu wpadliśmy na siebie przy namiotach.
- Tu jesteś - powiedziałem z ulgą w głosie. Dziewczynie nic się nie stało. Chwyciłem ją za rękę, aby mieć pewność, że tym razem jest wciąż przy mnie i ponownie ruszyłem na poszukiwania Reptile. Moja siostra, w odróżnieniu ode mnie, miała dość dużo zajęć więc mogła być praktycznie wszędzie. Na szczęście zobaczyłem ją w namiocie. Ruszyłem ku niemu. Zauważając, że spojrzenie moje i Raptile spotyka się pomachałem jej na przywitanie i wskazałem na dziewczynę stojącą za mną. Moja siostra odparła coś jeden z osób z którymi rozmawiała, a następnie podeszła do nas.
- Ta panienka to Moonlight - objaśniłem wiedząc o co będzie chciała mnie zapytać. Dlaczego używałem zwrotu "panienka"? No cóż...Nie była moją znajomą więc nie wiem dlaczego miałbym mówić inaczej. To byłoby raczej niekulturalne. Nagle coś sobie uświadomiłem. Wciąż trzymałem ją za rękę! Odsunąłem ją szybko, jakby jej skóra miała lada chwila mnie poparzyć - Wybacz...Zupełnie o tym zapomniałem - zwróciłem się do Moonlight. Nie sądzę, żeby był to wielki problem, jednak przeprosić muszę. Jestem już do tego przyzwyczajony. Zawsze przepraszam nawet za najmniejszy błąd. Choć...Istnieje jedna sytuacja w której umiem się bez tego obejść. Kłamanie...

Reptile? A może Moonlight?

Od Moonlight: Słowa

 Zza szyby ukazywały się piękne krajobrazy. Siedziałam na miękkim czerwonym fotelu. Na stole leżała pomarańcza. Wzięłam ją do ręki. Kiedy się uśmiechałam? Nie pamiętam. Potarłam lekko pomarańcz a jej woń lekko zakręciła się w powietrzu. Odłożyłam pomarańczę znów na stół, wyciągnęłam, pergamin i kawałek węgielka. Zaczęłam szkicować motyla, miałam jego pełen obraz już przed oczami. Kocham malować, nie trzeba używać tu wielu słów, obrazy często ukazują emocje autorów, przez barwy, czy nawet kreskę. Moje obrazy ,jak to ujęła dziewczyna która przed mną siedzi, nawet gdy są czarno-białe oddają całą moją osobę, i moje uczucia. Ciekawe. Mamy jeszcze troszkę drogi. Odłożyłam węgiel i pergamin, z niedokończonym szkicem motyla i poszłam przespacerować się po pociągu. Wstałam i zaczęłam chodzić po przedziałach. W pewnym momencie, złapał mnie, jakiś facet.
  -Tutaj nie wolno spacerować.- Powiedział ostro i popchnął mnie w głąb korytarza, pokiwałam głową na ,,tak'' i poszłam w drugą stronę. Gdy wróciłam na swoje miejsce, znów zachciało mi się rysować. Więc, rysowałam, kiedy mi się znudziło, wzięłam w rękę pomarańcz i poszłam w ta samą stronę kolejny raz. Minęłam miejsce gdzie złapał mnie ten mężczyzna i poszłam dalej nie wzruszona.
  -Chyba coś ci powiedziałem!- Usłyszałam za sobą krzyk, odwróciłam się i zobaczyłam jego.- Wracaj do swojego przedziału!. - Kiwnęłam głową i poszłam dalej. Zobaczyłam drzwi które prowadzą, do łącznika wagonów. Wyszłam nimi na zewnątrz. Usiadłam na tych łącznikach, i tak sobie siedziałam. Ciekawe jak będzie w nowym cyrku. Mówili mi, że to największa lokacja w której będę. Jest tam wielu akrobatów, ale, jest z nich tylko paru którzy posiadają wiedzę o akrobacjach na trapezie, więc będę tam miała najwyższy poziom? Ciekawe. Może mają tam jakieś divy. Właśnie sobie uświadomiłam, że na zewnątrz jest bardzo przyjemnie, ale i bardzo głośno. Słyszałam stukot kół. I świst przecinanego powietrza. Jesteśmy już niedaleko. Chyba. Nic mi się nie stanie, że troszkę naładuje energii? Przecież na trapezie bardzo często zasypiam i spędzam prawie całą noc to czemu tu nie mogę? Może łamie zasady, ale mam taką dziwną siłę, że chociaż łamię zasady  to mnie nie wyrzucają. Zawsze tylko grożą a, ja nic nie robię by się poprawić, to i tak zostaję, tylko wysyłają ciągle kogoś kto mnie będzie upominać. Czy i tutaj będzie tak samo? Nie wiem, ale chce mi się spać. Zamknęłam oczy, oparłam się o drzwi, drugiego wagonu. Pomyślałam o tym nowym miejscu.
     Obudziłam się dopiero gdy, usłyszałam pisku zatrzymującego się pociągu, wstałam i roztańczonym krokiem wróciłam, na swoje miejsce.
-Gdzie byłaś?- Usłyszałam, od dziewczyny miała, mnie odprowadzić do tego cyrku.- Krzyczałam za tobą, ale nie słyszałaś. Czemu mnie nie posłuchałaś?! Zresztą nieważne, i tak dzisiaj inni będą mieli z tobą utrapienie, pakuj szybko rzeczy i idziemy.-  Węgielek owinięty w pergamin włożyłam do kieszeni a pomarańczę w rękę. Wyszłyśmy z pociągu, potem szłyśmy do lokacji. Nie wiem jak tam dotarłyśmy, nie obchodziło mnie to, rozmyślałam co ja będę tam robić. Dziewczyna taszczyła moją walizkę. Nie, nie pamiętam jej imienia, znam ją tylko kilka dni. Tylko raz była dla mnie miła. Nim obejrzałam byliśmy już w lokacji, ogromna brama, a za nią największy namiot cyrkowy jaki widziałam. Weszłam do środka, dziewczyna wręczyła mi walizkę i poszła w którąś stronę...
-Choć za mną- Powiedziała chłodno i ostro. Nagle zobaczyłam dwa niebieskie motyle. Poszłam za nimi. Były takie piękne. Posesja była ogromna, za, wielkim namiotem znajdowały się jeszcze inne. Dwa mniejsze i wiele mniejszych. Wbiegłam do pierwszego, był to namiot występów, paru ludzi się tam kręciło, w następnym, były chyba rekwizyty. A trzeci, troszkę mniejszy od drugiego, posiadł przepiękny trapez. Bardzo, blisko trapezu znajdowała się linia, rozciągnięta między dwoma słupkami, weszłam, na platformowe, doszłam do połowy sznurka i skoczyłam łapiąc się rękoma trapezu, niebezpiecznie blisko był tej linki. Moja walizka stała przed namiotem. Rozbujałam się, i pełnym gracji ruchem stanęłam na trapezie, uwielbiałam widok, namiotu z tego miejsca. Puściłam się linek trzymających trapez, pochyliłam do tyłu, i w odpowiednim momencie, zgięłam nogi które utrzymały mnie na trapezie. Wsunęłam się i tym razem usiadłam na, nim. Wygodnie mi było ćwiczyć, ponieważ nie zmieniłam stroju. Muszę się jeszcze rozejrzeć, przywiązałam wstęgi od bransoletek do drążka trapezu, wspięłam się na niego stając, skoczyłam robiąc salto, złapałam wstęgi, by się zatrzymać i chwile później wypościłam lądując, teraz wystarczy w odpowiedzi sposób je pociągnąć, i gotowe. Mam nadzieje, że wykonałam to płynnie. Ukłoniłam się, a potem, złapałam za walizkę i poszłam oglądać dalej. W końcu się zgubiłam i usiadłam pod jakimś drzewem, otworzyłam walizkę, w której miałam pełno pomarańczy. Wzięłam jedną i zaczęłam obierać. Byłam w połowie obierania kiedy przed mną stanął, chyba... chłopak. Miął maskę, nie zdziwiło to mnie. Spojrzałam na niego trochę obojętnie.
-Zgubiłaś się panienko?- Zapytał cicho. Miał przepiękny, kojący głos. Nie słyszałam takiego nigdy. Po chwili, rozmyślania nad jego głosem, pokiwałam na znak  że tak zgubiłam się. -Jesteś niemową?- Zapytał, wykonałam szybki gest ,,nie'' I podniosłam się. Nie lubię, mówić. A zresztą, już dawna nie słyszałam mojego głosu. Sama zapomniałam jak brzmi. - Dobrze... zaprowadzę cie do Reptile. - Powiedział. Chyba wato się odezwać. Otworzyłam usta... i wypowiedziałam, jedno proste zdanie. Bardzo cicho.
-J-jak masz na imię?- Chłopak spojrzał na mnie. Czy to przez mój głos? Nie wiem.
-Pierrot, a ty?- Odpowiedział równie cicho.
-Moonlight- Powiedziałam. Odwrócił wzrok i spojrzał w niebo. Zrobił gest bym szła za nim. Szliśmy chwilę, gdy zdałam sobie sprawę, że zostawiłam pomarańcze. Bez słowa, wróciłam po walizkę. I znów, nie odnalazłam drogi. Tym razem poszłam w którąkolwiek stronę. Nagle między namiotami natknęłam się na Pierrota.
-Tu jesteś.- Powiedział. Złapał mnie za rękę. Dziwne. Może nie che bym znów gdzieś sobie poszła? Nie wiem. Nie jestem przyzwyczajona do ciepła czyiś rąk. Szliśmy w milczeniu. Ja ciągnęłam za sobą walizkę z pomarańczami, a on ciągnął za sobą mnie.

Pierrot?

Od Pierrot'a

Kolejna noc, która dla tak wielu zdaje się bezpieczna, bezproblemowa. Gwiazdy pojawiające się na niebie, księżyc odbijający blask słońca, utrzymujący choć małe światło na ziemi. Niczym nie zmącona, spokojna noc. Dlaczego dla tak wielu musi być ona ostatnią? Niczego nieświadomy człowiek, który na chwilę stracił uwagę zostaje zabity. "Przepraszam", tylko to mogłem wyszeptać zanim padł uśpiony za ziemię. Nienawidzę tego. Nienawidzę. Nie było innego wyjścia, musieliśmy to zrobić żeby podobni do nas nie musieli więcej cierpieć, ale...Dlaczego? Dlaczego ludzie robią coś takiego? To zawsze skończy się źle dla nich samych. Dlaczego więc nie potrafią o tym pomyśleć i brną w to coraz dalej, aż jest za późno. Nagle poczułem czyjeś ciepło, otulające mnie. Spojrzałem na osobę, która mnie objęła.
-Niczym się nie martw. Będzie dobrze...-wyszeptała cicho Reptile. Ledwo powstrzymałem drganie moich dłoni. "Będzie dobrze", wypowiedzenie tego jest tak banalne. Czasu jednak zmienić się nie da, co oznacza, że nic nie będzie dobrze. Zwykłe słowa nie przywrócą komuś życia, które tak łatwo stracić. Jest niczym prezent z porcelany. Piękne i zachwycające, ale wystarczy jeden błąd, jedno pchnięcie i koniec. Przepada oraz nic nie można na to poradzić. Wahałem się przez chwilę czy również powinienem ją przytulić. To byłoby zbyt ryzykowne...Momentalnie mógłbym zacząć się trząść. Dlatego właśnie zamiast tego zostałem w bez ruchu.
-Nie martwię się. Przecież postąpiliśmy słusznie-stwierdziłem spokojnie kłócąc się chwilę z samym sobą. Nie, nic nie było słuszne. Na pewno dla tego człowiek a był jakiś inny ratunek. Jestem pewien, że dało się mu pomóc, gdybyśmy tylko się postarali. Zabicie go było jednak prostszą opcją. To takie okrutne...Ale trzeba się z tym pogodzić-Reptile, jest już późno. Chodźmy spać-poprosiłem zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Nie chciałem po raz kolejny rozpoczynać rozmowy na temat moich kłamstw. Zacząłem szukać wzrokiem Tweek'a, który przed chwilą był jeszcze przy nas. Zdążył już gdzieś pójść...Skąd w nim tyle energii? Oh...Zdecydowanie powinien pić mniej kawy. Wróciłem wzrokiem do Reptile, wyczekując jej odpowiedzi.
-Wiem, że czasu cofnąć się nie da. Wiem, że nie możemy przywrócić im życia. Wiem, że mogliśmy znaleźć inny sposób, ale... Nie pozwolił nam...-powiedziała Repitle najwidoczniej nie mając zamiaru kończyć tematu. Znów mówi zupełnie tak jakby czytała mi w myślach. Nie mogę jej przyznać racji. Nawet jeśli wie, że kłamie, ja...Nie mogę.
-Reptile...Nie przejmuje się tym. Naprawdę, co było to było-stwierdziłem. Nie widziałem powodu abym próbował jej pocieszać. Zdawałem sobie świetnie sprawę z tego, że gdy ja przejmowałem się losem nawet tego typu ludzi, ona szczerze nienawidziła ich. A póki co po prostu...Nie chciałem o tym myśleć. Pragnąłem zakończyć temat. Nic więcej. Byłem naprawdę zmęczony. Było w tym jednak coś dziwnego. Zdawało mi się, że czułem się słabiej niż zazwyczaj. Nie...Dlaczego teraz? Reptile widząc moje lekkie zachwianie się z niepokojem zsunęła moją maskę oraz delikatnie położyła swoją dłoń na moim czole.
-Masz gorączkę! Kazałam ci się nie przemęczać, idioto!-krzyknęła. To nie było takie łatwe. Nie potrafiłem stać w miejscu i nie pomóc innym. Poza tym nie sądzę abym bardzo się przemęczał. Uśmiechnąłem się lekko. Irytacja mojej siostry połączona z nadmierną troską o mnie zawsze mnie bawiła.
-Tak, wybacz...-powiedziałem ciszej niż zazwyczaj. Tylko na tyle było mnie teraz stać. Reptile jak najszybciej zaprowadziła mnie do namiotu lekarskiego. Dość często przebywałem w tym miejscu. Przyglądałem się Reptile czytającej jakąś notkę, którą najpewniej zostawił nasz doktor. Okazało się, że przewidział tą sytuację i zostawił dla mnie leki. Byłem aż tak przewidywalny? Białowłosa podała mi lekarstwa oraz chwilę ze mną została aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Postanowione zostało, że zostanę na noc w tym namiocie. Gdy po parunastu minutach wyszła, położyłem się oraz szybko poszedłem spać.

Od Reptile

Kolejne zlecenie... Naprawdę, nie sprawia mi to zbytniej przyjemności, jednak nie mam żadnego wyboru. To w końcu rozkaz od Ojca... Nie wiem, czemu on wciąż kłamie? Jesteśmy rodzeństwem, jego problemy są też moimi. Chcę, aby dzielił je ze mną, lecz on nadal uważa inaczej. Uda mi się kiedyś mu to wbić do głowy? Nie mam pojęcia, choć szczerze na to liczę. Gdy powiedziałam mu o zlecenie, wiedziałam, iż nie chce tego robić. Mimo wszystko... Ojciec nas przygarnął, dzięki niemu nadal żyjemy. Ten szlachcic, którego mamy się pozbyć... Jest gorszy od ludzi, którzy ignorują ból takich, jak my. Jeszcze Ci, co oglądają to z uśmiechem na ustach... Okropieństwo. Najgorsze są jego słowa... To dla niego tak trudne, aby przyznać, że to mu się nie podoba?! Popłakałam się i przytuliłam do niego. Chociaż nazwałam idiotą to wciąż go kocham. Odsunął mnie od siebie zdjął maskę, uśmiechnął oraz powiedział, że wszystko w porządku. Otarłam łzy ze swojej twarzy. Przez płacz miałam czerwone oczy, mam nadzieję, iż nikt nie zwróci na to zbyt wielkiej uwagi. Zdarza mi się to dość często, zwykle podczas jego występów, kiedy specjalnie upada, żeby zabawić publiczność. Wciąż ukrywa, że sprawia to ból, nawet przede mną. Do tej pory nikt, prócz głównej obsady, naszego przybranego rodzeństwa, nie ma pojęcia o naszych więzach krwi. Z tej też przyczyny, nasze gesty wobec siebie są czasami mylnie odbierane, zwłaszcza przez dziewczęta, szalejące za Pierrot'em. Szczerze powiedziawszy, czasami jestem trochę zazdrosna. W końcu, przez długi czas był dla mnie jedyną bliską osobą. A one specjalnie tworzą sobie problemy, aby był wobec nich miły. On oczywiście tego nie dostrzega i zawsze im pomaga. Po tym jak się uspokoiłam, Pierrot wyszedł z mojego namiotu. Nie wiem czy po prostu nie chce przebywać w towarzystwie moich gadów, czy też chce wrócić do treningu. Nagle na moich ramionach poczułam śliską łuskę. Akurat tego nie dało się go nie zauważyć. Najczęściej mam go ze sobą i normalnie, i podczas występów, więc jest raczej rozpoznawalny. Nie ważne ile razy im tłumaczę, że pytony nie są jadowite, do nowicjuszy to nie dociera.
- Coś się stało, Jarvis? - spytałam gada, który wpełzł na mnie. Zasyczał z lekkim zdenerwowaniem. - Ktoś nowy, powiadasz? W takim razie, należy się temu przyjrzeć - uznałam wychodząc ze swojego "domku". Poszłam w kierunku, który nadał mi mój towarzysz. Moje pupilki mogą chodzić po terenie całego cyrku, więc często donoszą mi o różnych rzeczach, mających tutaj miejsce. Zobaczyłam chłopaka mniej więcej mojego wzrostu. Podeszłam do niego z uśmiechem.
- Witamy w Circus of Tales! Skoro jesteś tu przed występem to pewnie chcesz dołączyć, zgadza się? - powiedziałam. Biorąc pod uwagę jego minę, najpewniej speszył go widok pytona. Skinął potwierdzająco głową.
- W czym jesteś najlepszy? - zadałam pytanie. On lekko się rozluźnił.
- Chyba w rzucaniu nożami... - odpowiedział niepewnie. Poklepałam go po plecach i zaprowadził do tarczy, na której się ćwiczy, następnie ustawiłam w odpowiedniej odległości oraz dałam narzędzia. Udało mu się trafić w cel cztery na pięć prób. Nie najgorzej. Uśmiechnęłam się szerzej.
- Dobra robota, teraz pora na test sprawnościowy - stwierdziłam. Poprowadziłam go do namiotu, gdzie zawołałam swego brata.
- Pierrot! Mamy nowego, musi przejść test! - krzyknęłam do chłopaka, który właśnie wspinał się na drabinę. Wszedł na górę i skinął głową, abym weszła tam razem z nowicjuszem. Puściłam młodego chłopaka przodem.
- Dobra, pokazać ci, jak to się robi? - zapytałam, a on kiwnął tylko głową. Mój brat wjechał na linę, na swoim rowerze z jednym kołem. - Zaczekaj na mnie! - dodałam, po czym wykonując salto, wskoczyłam na linę. Przez pewien czas większość przyglądała się nam, aż w końcu usłyszeliśmy głos chłopaka, który stał z szeroko otwartymi ustami.
- Ale... Ale... Przecież tam nie ma żadnego zabezpieczenia! - przestraszył się młodzik.
- Hm? Jakiego zabezpieczenia?* - zadałam pytanie jednocześnie z bratem.
- Spokojnie, oni tak zawsze! - odpowiedział mu ktoś z dołu. W końcu zamieniliśmy się z chłopakiem, który przeszedł test pomyślnie. Nawet nie wie, co go tutaj czeka. W tym miejscu nie wolno się lenić.
Wieczór, po występie
Zaczęliśmy się zbierać. Kilka godzin przed występem nasz lekarz powiedział, że Ojciec wezwał go do siebie i musi natychmiast wyjechać. To był nie lada problem, bo nie mógł zostać i pilnować porządku tutaj... Zadecydowałam, iż zostanie tam najstarsza osoba z głównej obsady, nasza siostra. Ja, Pierrot i Tweek na pewno wystarczymy. Z namierzeniem nie było problemu, dostaliśmy dokładne instrukcje. Zaraz miała odbyć się egzekucja jednego z takich, jak my. Mój brat odciągnął od tamtego towarzystwa szlachcica, Tweek uśpił, a dzięki mnie już się nie obudzi. Potem tylko uwolniliśmy odmieńca, oczywiście nie zwracając na siebie uwagi. Rutynowa akcja... Gdy wróciliśmy, wszyscy już spali. Pierrot... Jest jak zawsze przygnębiony po misji. Skąd to wiem? Po prostu to czuję. Podeszłam do niego i przytuliłam.
- Niczym się nie martw. Będzie dobrze... - szepnęłam cicho do chłopaka.

Pierrot? Dokończysz?

*Notatka: Oni nigdy nie korzystają z zabezpieczającej siatki ani w trakcie ćwiczeń, ani w trakcie występów.

sobota, 18 kwietnia 2015

Profil Moonlight

Imię: Moonlight

Płeć: Kobieta

Wiek: 16 lat

Charakter: Nieśmiała, najczęściej zamyślona lub po prostu smutna. Kiedyś zadawała sobie ból, raniąc się w nadgarstki, tylko po to by sobie ulżyć. Zazwyczaj śmieje się sztucznie, po to by rozbawić publiczność albo coś ukryć. samotniczka, woli stać z boku niż pracować w grupie. Jest mało rozmowna, jedyne co mówi to zwroty takie jak, dziękuje, proszę czy przepraszam. Cicha osoba, pracuje nad sobą by być jeszcze lepszą. Altruizm... to jej najlepsza cecha. Pomaga bezinteresownie. Nie ufna, najczęściej szuka przygód lub po prostu rozwija swoje zainteresowania.

Historia: Jej rodzina była bardzo biedna. Wychowywała się, na wsi. Czasem od samego rana do wieczora jej rodzice pracowali. Gdy miała pięć lat została sprzedana do cyrku. Był to cyrk wędrowny. Jako mała dziewczynka prześlicznie śpiewała oraz była najmłodszą gimnastyczka która występowała na trapezie. Po trzech latach w cyrku ogłoszono ją najlepszą divą. Rok później opanowała wszystkie figury gimnastyczne na trapezie. Zaczęła wymyślać nowe, i nowsze. Gdy cyrk zatrzymał się w dużym mieście, kierownik dał jej kilka monet, by coś kupił i wypuścił ją z namiotu. Dziewczyna kupiła pędzel, farby i płótno. Wróciwszy oddała resztę pieniędzy kierownikowi cyrku i wróciła na trapez. Niestety, rok później cyrk rozwiązał się a ona została sprzedana do innego. Niestety, wszyscy nie chcieli tak młodej osoby w cyrku, została tak sprzedawana, z cyrku do cyrku, z cyrku do cyrku. Trwało to dwa lata. Trafiła do cyrku, w którym nie mogła już być najlepsza. Kiedy ćwiczyła nad programowo chłostano ją biczem. Był to cyrk stały. Przeganiano ją z miejsca do miejsca. Często uciekała, ale i tak ją łapali. Potem została zamknięta w klatce jak zwierzak, tak samo też była karmiona. Wypuszczali ją tylko niekiedy na występy, cyrk nie posiadał lwów... niekiedy je, zastępowała. Dziewczyna, często śpiewała o swoim bólu, w końcu i jej głos zachrypł. Spędziła trzy i pół rok w tym cyrku, potem została sprzedana, bo jej ciało było pokiereszowane. Rany się zagoiły, i znów jej skóra... jest czysta.

Dodatkowy opis: Ma wymyślonych przyjaciół, Jej dieta składa się prawie z samych pomarańczy. Ma niski głos jak na dziewczynę, ale potrafi go zmodulować tak, że śpiewa sopranem. Całe dnie może spędzać na trapezie. Często patrzy na ludzi pustym wzrokiem, nie podporządkowuje się do zasad ale jakimś cudem nadal, utrzymuje się w cyrku.

Zajęcie: Akrobacje z trapezem, śpiewanie (Jakby co)

Poziom: Nowicjusz

Wygląd:


Profil Tweek'a

Imię: Tweek

Płeć: Mężczyzna

Wiek: 19 lat

Charakter: Cały czas pije kawę, bo uważa, że sen nie jest mu potrzebny (i tak czasem śpi). Jest bardzo nadpobudliwy, rozkojarzony i jest stale pobudzony. Tweek jest zdecydowanie zbyt ostrożny i szczery. Łatwo go rozśmieszyć i prawie cały czas się uśmiecha. Niezbyt dobrze okazuje i rozumie uczucia przez co często się peszy.

Historia: Tweek był tu od początku. Jak reszta nie poznał nigdy swoich rodziców tylko, że to przez niego spłonął szpital, w którym się urodził... Żył na ulicy, musiał kraść co właściwie dla niego było jednocześnie dość łatwe i trudne. Z jednej strony mógł uśpić człowieka, ale się tego bał... Oczywiście nikt mu nie pomagał bo kto by chciał? Ale pewnego dnia pojawił się człowiek, który przyjął go pod swój dach i traktował jak własne dziecko. Było tam też wiele innych podobnych do niego osób.  Wszyscy którzy ie tam znajdowali byli... inni. Z wielu szydzono, dopóki ojciec ich nie przygarnął. Pewnego dnia oznajmił, że założył cyrk, w którym będzie występować razem z kilkoma innymi osobami. I wtedy wszystko się zaczęło...

Dodatkowy opis: Jego oczy zmieniają często kolor. Posiada umiejętność niezwykłej celności. Potrafi kontrolować energię życiową ludzi i ogień.

Zajęcie: Rzucanie sztyletami.

Poziom: Główna Obsada

Wygląd:


Podczas występów:

Od Pierrot'a: Kolejne zlecenie

Krok po kroku. Brak czucia jakiejkolwiek rozłożystej powierzchni pod stopami. Spojrzenie w dół, które tak wielu przyprawia o mdłości, mnie za to napawa spokojem. Kiedy to stało się tak łatwe? Bez zawahania kolejny krok do przodu i chwilowe zatrzymanie się w tej pozycji. Szybkie oderwanie się od liny przy robieniu salta w przód, a następnie wylądowanie na niej z powrotem. Zero błędów, jak zawsze. Czy to nie dziwne? Beztroskim krokiem ruszyłem w stronę platformy. Zachowanie równowagi nie było dla mnie czymś trudnym. Stąpając już po pewnej powierzchni i podchodząc do drabinki do głowy przyszło mi jedno, to nie za mało jak na poranne ćwiczenia? Przystanąłem i zawahałem się czy nie powinienem wrócić na linę. Ćwiczyłem zaledwie godzinę, to mało czasu.
-Hej, Pierrot!-usłyszałem znajomy głos. Tylko jedna osoba mogła posiadać tak donośny, a mimo to przyjemny dla ucha ton. Moje spojrzenie po raz kolejny powędrowało w dół. Stała tam białowłosa dziewczyna z heterochromią. Jej oczy spoglądały na mnie. Nigdy nie mogłem się na nie napatrzeć, mimo że widziałem je codziennie odkąd tylko pamiętam. Uśmiechnąłem się do samego siebie, choć ona nie mogła zobaczyć tego przez maskę. Najszybciej jak mogłem zszedłem po drabince i zbliżyłem się do niej.
-Witaj Reptile-zwróciłem się do niej spokojnie i cicho. Nigdy nie mówiłem głośno. Nie była to żadnego rodzaju nieśmiałość, a raczej obawy. Dobrze wiem, że moja umiejętność, a raczej przekleństwo, działa tylko wtedy gdy śpiewam. W dodatku nic nie robi ona innym odmieńcom. Wolałem jednak zachować ostrożność. Nie wybaczyłbym sobie gdyby komuś stało się coś z mojej winy. Tym bardziej komuś tak dla mnie ważnemu.
-Dobra robota, jak zawsze. Możemy pogadać?-zapytała mnie. Jej mina była poważniejsza niż zwykle. Zupełnie jakby coś się stało. Dlatego też i ja przestałem być tak beztroski jak przed chwilą. Skinąłem lekko głową na znak zgodzenia się na rozmowę.
-O co chodzi?-spytałem nie ukrywając lekkiego zdziwienia. Czy coś mogło martwić moją siostrzyczkę? Jeśli tak, cieszę się, że chce ze mną porozmawiać. Od zawsze uwielbiałem pomagać innym, nawet żyjąc na ulicy martwiłem się o niektórych zupełnie mi nieznajomych. Nie zwracając uwagi na to jak oni traktowali nas.
-Dostałam wiadomość od Ojca. Chodź-stwierdziła trybem lekko rozkazującym i ruszyła przed siebie. Oczywiście powędrowałem za nią. To rzeczywiście ważna sprawa. Nie dostawaliśmy wiadomości od Ojca jeśli nie chodziło o coś ważnego. Zawsze przekazywał nam nimi nasze zlecenia...Dlatego właśnie zawsze gdy do nas przychodziły byłem zmartiwony. Nie pozwalałem innym tego zobaczyć. To jedynie mój problem, nie chce aby ktokolwiek się nim przejmował. Gdy doszliśmy do naszych namiotów wkroczyliśmy do "mieszkania" Reptile. Od razu masa ciekawskich oczu powędrowała w moim kierunku. Należały one oczywiście do wszystkich stworzeń w jej posiadaniu. Nie byłem nieznajomym, dlatego tak szybko jak na mnie spojrzały zajęły się swoimi sprawami.
-Więc...Czego dotyczyła tym razem?-zapytałem gdy upewniłem się, że nikogo nie ma w pobliżu. Namioty głównej obsady były terenem do którego inni nie mogli się zbliżać. Nigdy nie możemy mieć jednak pewności czy aby na pewno ktoś się tu nie kręci. Ludzka ciekawość, to normalna sprawa, racja?
-Szlachcic. Średni wiek. Dla zabawy urządza egzekucje takich, jak my. Niestety wiesz do czego zmierzam, prawda?-powiedziała. Jak mógłbym nie wiedzieć o co chodzi? Ojcec wysłał do nas list w jednym, jasnym celu. Mieliśmy go odnaleźć, czymś zająć i zabić. Dokładnie. Tak aby nikt się nie dowiedział. Racja, lubiliśmy występy w cyrku, ale w rzeczywistości to wszystko było jedynie przykrywką.
-Rozumiem. Kiedy mamy zamiar działać?-zapytałem dalej moim spokojnym tonem jakby w ogóle mnie to nie wzruszyło. Kolejne kłamstwo z mojej strony, kto by się tego spodziewał...Nie znoszę tego, jednak gdybym nie kłamał martwiłbym wszystkich jeszcze bardziej.
-Dzisiaj, po występie-odpowiedziała jasno. Dzisiaj...Tak szybko? Ledwo powstrzymałem się od cichego westchnięcia. Dziękowałem też faktowi, że noszę maskę. Po raz kolejny skinąłem głową na znak zrozumienia. Więc po raz kolejny kogoś zabijemy. Morderstwo złych ludzi teorytycznie jest słuszne, ale...I tak nigdy się z tym nie pogodzę.
-W takim razie trzeba jak najszybciej powiadomić resztę, prawda?-zmieniłem zręcznie choć trochę temat. Nie chciałem rozmawiać o tym dłużej, jednak nie chciałem też aby to po mnie ropoznała. No racja, warto powiedzieć, że nie tylko nasza dwójka zajmuje się wszystkimi tymi zleceniami. Robi to cała główna obsada. Nie mamy wyboru, Ojcu za wszystko co zrobi należy się wdzięczność i szacunek.
-Już wiedzą-westchnęła z lekkim drżeniem w głosie-Nie umiesz mnie okłamywać, braciszku-dodała po chwili. Cała Reptile...Tylko ona dostrzega moje kłamstwa. Przekręciłem głowę w bok, udając, że nie mam pojęcia o czym mówi.
-Nie umiem kłamać i nigdy tego nie robię-odparłem nie zmieniając barwy głosu ani razu od początku rozmowy. To nie jest najlepsze wyjście, ale...Po prostu nie mogę powiedzieć jej prawdy. Nie chcę i nigdy nie chciałem źle. Ukrycie niektórych rzeczy jest prostsze. Spojrzała na mnie smutno, a w jej oczach zebrały się łzy. Po raz kolejny doprowadziłem ją kłamstwami do płaczu...Nie, nie tego pragnąłem, ale dalej uważam, że to lepsze wyjście. Gdybym mówił prawdę płakałaby częściej. Dlatego właśnie nie będę tego robił. Nigdy. Nagle białowłosa przyległa do mnie przytulając mnie.
-Naprawdę jesteś idiotą-mruknęła łamiącym się głosem. Pogładziłem ją lekko dłonią po głowie. Chciałem żeby przede wszystkim się uspokoiła. W takiej sytuacji zazwyczaj robiłem jedno. Choć z niechęcią, miałem zamiar cicho coś zanucić. Przypomniałem sobie w czas o jednym. Spojrzałem na wszystkie pupilki Reptile. Nie mogę, to bez wątpienia by je zabiło. Dlatego zamiast tego lekko odsunąłem od siebie moją siostrę i ściągnąłem maskę uśmiechając się.
-Widzisz? Wszystko w porządku, więc proszę, nie płacz już-powiedziałem mając nadzieję, że w jakiś sposób to pomoże. Miałem dość wysłuchiwania jej płaczu mając świadomość, że wystąpił on przeze mnie samego.

Reptile? Uspokoisz się?

piątek, 17 kwietnia 2015

Profil Pierrot'a

Imię: Pierrot

Płeć: Mężczyzna

Wiek: 17 lat

Charakter: Pierrot zawsze jest życzliwy i miły. Jedyne czego chce to szczęście innych. Nie znosi patrzeć na to gdy ktoś cierpi bądź choćby płaczę. Od razu czuje, że musi takiej osobie pomóc. Jest spokojny i cierpliwy. Jeszcze dosłownie nikt nie widział go rozzłoszczonego. Zawsze mówi kojącym, melodyjnym tonem. Odzywa się jednak tylko wtedy gdy musi lub chce kogoś pocieszyć. Jego organizm jest słaby przez co zawsze był chorowity. Własny żal i smutek ukrywa gdzieś głęboko w sobie. Nie pozwala nikomu dostrzec tego, że coś go trapi. Jak można dzięki temu wywnioskować jest świetnym aktorem. Pewnie dlatego też poza wściekłością nikt nie dostrzegł na jego twarzy smutku.

Historia: Od najmłodszych lat mi i mojej siostrze nie było łatwo. Nie znaliśmy swoich rodziców, dziadków, nikogo. Byliśmy zmuszeni do życia na ulicy. Nie mieliśmy pieniędzy, a co się z tym wiąże rzeczy potrzebnych do przeżycia. Proszenie przechodniów o datki nie miało sensu. Nikt nie zwraca uwagi na takie dzieci. Tym bardziej na dzieci tak...Odróżniające się. Naszą inność dało zauważyć się od razu, nie ważne jak bardzo staraliśmy się to ukrywać. Ludzie szydzili z nas. Pozostawało nam jedynie kradnięcie. Dobrze zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że długo nie damy tak rady. Robiliśmy to jednak póki mogliśmy. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Nigdy nie byłem bardzo wytrzymały. Zachorowałem, a wszystko pogarszało się z dnia na dzień. Moja siostra była bezradna, zresztą ja tak samo. Byłem pewny, że umrę...I wtedy pojawił się pewien człowiek. Nie pamiętam dokładnie wszystkich tych zdarzeń, jednak nim się spostrzegłem przyjął nas pod swój dach i traktował jak własne dzieci. Z czasem do naszego domu przybyły także inne osoby. Każdy z przybyłych był na pewien sposób do nas podobny...Nie był normalny. Ojciec od zawsze powtarzał, że mamy się wspierać i jesteśmy rodziną. Pewnego dnia ojciec wezwał do siebie mnie i moją bliżniaczkę. Wytłumaczył nam jego plan. Miał zamiar otworzyć cyrk w którym będziemy wstępować i to nasza dwójka miała go prowadzić. Zdawało mi się to dziwne, w końcu byliśmy najmłodsi, ale zgodziliśmy się. I tak właśnie wszystko się zaczęło.

Dodatkowy opis: Jego małomówność wynika z tego, że jego głos potrafi zabić. Co prawda przy mowie się to nie zdarza, jednak mimo tego że jego głos jest piękny jeśli zaczyna śpiewać stworzenia słyszące to giną. Jego oczy czasem mogą być dosłownie hipnotyzujące i nie raz zostały nazwane mianem "wężowych". Od czasu do czasu, zwłaszcza gdy śpiewa, świecą się. Prawie nigdy nie ściąga swojej maski.

Zajęcie: Zajmuje się rozbawianiem publiki oraz różnymi sztuczkami, na ogół wszystkim co robią zwykli klauni. Jego specjalizacją jest chodzenie po linie. Jest tak że współprowadzącym.

Poziom: Główna obsada

Wygląd:






Profil Reptile

Imię: Reptile

Płeć: Kobieta

Wiek: 17 lat

Charakter: Należy do głównej obsady cyrku, ale nie przepada specjalnie za rządzeniem, choć świetnie jej to wychodzi, ponieważ pilnuje wszystkiego. Jest miła dla wszystkich członków, jednak wystarczy jedno jej mordercze spojrzenie, aby każdy umilkł, zaczął uważnie jej słuchać i wykonywać rozkazy, które wydaje. Mimo bycia jedną z najmłodszych osób z głównej obsady, ma największy autorytet. Jej stanowczość nie zmienia faktu, iż zawsze, gdy jej brat kłamie na temat swojego bólu, płacze. Najczęściej w trakcie jego występów. Nie podoba jej się też, że kłamie jej w żywe oczy na temat własnych uczuć, samopoczucia itd.. Na ogół woli towarzystwo swojego rodzeństwa swoich podopiecznych (gadów i płazów) od normalnych. Jest osobą zwykle uśmiechniętą, bez znaczenia czy prawdziwy, czy sztuczny.

Historia: Już od samego początku nie mieliśmy nikogo. Nie znaliśmy rodziców, dziadków, ani żadnej takiej osoby. Może to nawet i lepiej... I tak by nas nienawidzili. Życie na ulicy nie jest proste, oczywista to rzecz. Nie masz nic potrzebnego do życia, nie masz pieniędzy, aby to kupić. Istna katorga, zwłaszcza gdy jesteś innym od pozostałych. Jedyne, co nam pozostawało, to kradzieże. Były one utrudnione, ponieważ nasz wygląd rzucał się w oczy dość znacznie. Jeszcze gorsze było wyszydzanie z nas... Tak, jesteśmy inni, ale... Dlaczego ich zdaniem to źle? Przecież nie ma dwóch takich samych osób? Byliśmy gorsi, nie. My ich akceptowaliśmy w tym świecie, więc istniała między nami takowa różnica. Mimo wszystko... Złodziejski fach nie mógł wystarczyć na zbyt długo... To pewne. Najgorzej było, kiedy mój brat zachorował. Zwykle był jedynie słabowity, ale wtedy był na skraju śmierci. Trzymałam go na rękach, oczywiście siedząc przy tym na lodowatym podłożu. Ze łzami w oczach błagałam o jakąś pomoc. Dopóki... Nie pojawił się on. Ten mężczyzna wyciągnął do nas pomocną dłoń. Powiedział, iż rozumie nasz ból, był jak my. Wziął nas do swojej posiadłości, która (mówiąc tak przy okazji) mała nie była. Zabrał mojego brata do prywatnego lekarza, pracujące dla niego. Kolejnego odmieńca. Razem z mężczyzną czekałam przed gabinetem. Opowiadał wiele bardzo ciekawych rzeczy. Wciąż mówił, że tacy, jak my, wcale nie są gorsi. Na swoim przykładzie pokazywał, iż mogą coś osiągnąć. Dał nam prawdziwy dom. Po pewnym czasie zaczęli się pojawiać inni, starsi i młodsi, jednak my byliśmy pierwsi, więc do ważniejszych zadań to ta czwórka od której się zaczęło była brana. Jednego dnia, Ojciec wezwał do siebie mnie i mojego bliźniaka. Nakazał nam założyć cyrk. To wszystko było nietypowe, ale przystaliśmy na to.

Dodatkowy opis: Z prawej części ciała ma białą łuskę węża, począwszy od biodra do pod kolana, która powoli się zwęża, a także na piersiach. Rozumie mowę wszelkich gadów, płazów i łuskowatych zwierząt. Ma dość mocny, donośny głos, to jeden z powodów dla których jest główną prowadzącą. Wiele osób twierdzi, iż gdy komuś rozkazuje zdenerwowana, jest przerażająca. Nie wspominając już o rozdwojonym języku, który na szczęście nie jest zbyt widoczny, kiedy mówi.

Zajęcie: Poskramiacz gadów i płazów, prowadząca.

Poziom: Główna obsada

Wygląd: