Gdy Reptile wyszła z namioty zastanowiłem się czy nie był to dobry moment aby stąd wyjść. Już dawno chciałem opuścić to miejsce. Nie jest mi tu źle, jednak czuje się taki...Niepotrzebny. W końcu to że nikomu nie pomagam ani nic nie robię, świadczy o tym że jest bezużyteczny, racja? To niemiłe uczucie. Szybko jednak odrzuciłem od siebie myśl o możliwości ucieczki. Moja siostra na pewno wróciłaby lada moment i wtedy niezwykle się zdenerwowała. Nie chcę złościć innych, to również niepotrzebne. Po chwili usłyszałem czyjeś kroki. Spojrzałem na wejście do namiotu. Stanęła w nich Reptile prowadząca za sobą Shinrę. Mężczyzna spojrzał na mnie i pokiwał głową niby to z zawiedzeniem. Z jego twarzy jednak nie schodził uśmiech.
- Kto by się spodziewał, że akurat ty tu będziesz? - spytał ironicznie. Tak jak wspominałem często przebywałem w tym miejscu. Raz przez omdlenie, innym razem przez gwałtowne osłabienie...Na ogół często chorowałem. Wzruszyłem ramionami nakładając na twarz swą maskę. Lubiłem ją nosić. Shinra cicho zaśmiał się i próbował przybrać choć trochę poważny wyraz twarzy - Dobrze, nie wygląda na to żeby dalej było źle - stwierdził podchodząc do mnie. Reptile przypominając sobie o czymś musiała opuścić namiot. Znów bierze dużo obowiązków na siebie...A ja tak chciałbym pomóc. Shinra zaczął mnie badać. Nie trwało to zbyt długo. Jak można było się spodziewać on również był odmieńcem. Posiadał specjalne zdolności związane z leczeniem. To właśnie jemu zawdzięczam swoje życie...Co prawda, zna się na medycynie również nie używając swoich mocy. Używanie ich było jednak o wiele praktyczniejsze, no i oczywiście szybsze. Już po chwili Shinra ogłosił, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego i mogę wyjść. Oczywiście dodał do tego swoją formułkę, którą słyszałem prawie ciągle. "Nie przemęczaj się", to jej główne słowa. Kiwnąłem głową i opuściłem namiot lekarza. Rozglądnąłem się dookoła. Znów nastała chwila w której nie miałem kompletnego pomysłu co mógłbym zrobić. Wędrowałem po całym terenie cyrku.
- O, Pierrot! - usłyszałem z tyłu po czym ktoś dotknął mojego ramienia - szukałem cię - powiedział jak zwykle "rozdrażniony" Tweek - wiesz może gdzie jest kawa? - zadał pytanie. No tak, nie spodziewałbym się po nim niczego innego. Może uzależnienie to za mocne słowo, ale...Tweek naprawdę uwielbiał kawę. Zastanowiłem się chwilę, jednak ostatecznie pokiwałem przecząco głową.
- Wybacz, nie mam pojęcia - stwierdziłem. Powinna być tam gdzie zwykle...Choć nie mam pojęcia gdzie jest zwykle. Nie pijam kawy, a jak już mówiłem nie zajmuję się uzupełnianiem braków produktów w naszym cyrku.
- Bo wiesz, w kuchni się skończyła... I n-nie przeze mnie!! - powiedział lekko... Zawstydzony? No tak...To w końcu Tweek. Słysząc to nie mogłem powstrzymać się od cichego śmiechu.
- Tak, jestem tego pewien - powiedziałem dość sarkastycznie, choć nie sądzę aby było to słychać w moim głosie. Nie często używałem czegoś takiego jak sarkazm, a nawet gdy już to robiłem mój głos dalej pozostawał spokojny i melodyjny.
Tweek? Co dalej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz