Kolejna noc, która dla tak wielu zdaje się bezpieczna, bezproblemowa. Gwiazdy pojawiające się na niebie, księżyc odbijający blask słońca, utrzymujący choć małe światło na ziemi. Niczym nie zmącona, spokojna noc. Dlaczego dla tak wielu musi być ona ostatnią? Niczego nieświadomy człowiek, który na chwilę stracił uwagę zostaje zabity. "Przepraszam", tylko to mogłem wyszeptać zanim padł uśpiony za ziemię. Nienawidzę tego. Nienawidzę. Nie było innego wyjścia, musieliśmy to zrobić żeby podobni do nas nie musieli więcej cierpieć, ale...Dlaczego? Dlaczego ludzie robią coś takiego? To zawsze skończy się źle dla nich samych. Dlaczego więc nie potrafią o tym pomyśleć i brną w to coraz dalej, aż jest za późno. Nagle poczułem czyjeś ciepło, otulające mnie. Spojrzałem na osobę, która mnie objęła.
-Niczym się nie martw. Będzie dobrze...-wyszeptała cicho Reptile. Ledwo powstrzymałem drganie moich dłoni. "Będzie dobrze", wypowiedzenie tego jest tak banalne. Czasu jednak zmienić się nie da, co oznacza, że nic nie będzie dobrze. Zwykłe słowa nie przywrócą komuś życia, które tak łatwo stracić. Jest niczym prezent z porcelany. Piękne i zachwycające, ale wystarczy jeden błąd, jedno pchnięcie i koniec. Przepada oraz nic nie można na to poradzić. Wahałem się przez chwilę czy również powinienem ją przytulić. To byłoby zbyt ryzykowne...Momentalnie mógłbym zacząć się trząść. Dlatego właśnie zamiast tego zostałem w bez ruchu.
-Nie martwię się. Przecież postąpiliśmy słusznie-stwierdziłem spokojnie kłócąc się chwilę z samym sobą. Nie, nic nie było słuszne. Na pewno dla tego człowiek a był jakiś inny ratunek. Jestem pewien, że dało się mu pomóc, gdybyśmy tylko się postarali. Zabicie go było jednak prostszą opcją. To takie okrutne...Ale trzeba się z tym pogodzić-Reptile, jest już późno. Chodźmy spać-poprosiłem zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Nie chciałem po raz kolejny rozpoczynać rozmowy na temat moich kłamstw. Zacząłem szukać wzrokiem Tweek'a, który przed chwilą był jeszcze przy nas. Zdążył już gdzieś pójść...Skąd w nim tyle energii? Oh...Zdecydowanie powinien pić mniej kawy. Wróciłem wzrokiem do Reptile, wyczekując jej odpowiedzi.
-Wiem, że czasu cofnąć się nie da. Wiem, że nie możemy przywrócić im życia. Wiem, że mogliśmy znaleźć inny sposób, ale... Nie pozwolił nam...-powiedziała Repitle najwidoczniej nie mając zamiaru kończyć tematu. Znów mówi zupełnie tak jakby czytała mi w myślach. Nie mogę jej przyznać racji. Nawet jeśli wie, że kłamie, ja...Nie mogę.
-Reptile...Nie przejmuje się tym. Naprawdę, co było to było-stwierdziłem. Nie widziałem powodu abym próbował jej pocieszać. Zdawałem sobie świetnie sprawę z tego, że gdy ja przejmowałem się losem nawet tego typu ludzi, ona szczerze nienawidziła ich. A póki co po prostu...Nie chciałem o tym myśleć. Pragnąłem zakończyć temat. Nic więcej. Byłem naprawdę zmęczony. Było w tym jednak coś dziwnego. Zdawało mi się, że czułem się słabiej niż zazwyczaj. Nie...Dlaczego teraz? Reptile widząc moje lekkie zachwianie się z niepokojem zsunęła moją maskę oraz delikatnie położyła swoją dłoń na moim czole.
-Masz gorączkę! Kazałam ci się nie przemęczać, idioto!-krzyknęła. To nie było takie łatwe. Nie potrafiłem stać w miejscu i nie pomóc innym. Poza tym nie sądzę abym bardzo się przemęczał. Uśmiechnąłem się lekko. Irytacja mojej siostry połączona z nadmierną troską o mnie zawsze mnie bawiła.
-Tak, wybacz...-powiedziałem ciszej niż zazwyczaj. Tylko na tyle było mnie teraz stać. Reptile jak najszybciej zaprowadziła mnie do namiotu lekarskiego. Dość często przebywałem w tym miejscu. Przyglądałem się Reptile czytającej jakąś notkę, którą najpewniej zostawił nasz doktor. Okazało się, że przewidział tą sytuację i zostawił dla mnie leki. Byłem aż tak przewidywalny? Białowłosa podała mi lekarstwa oraz chwilę ze mną została aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Postanowione zostało, że zostanę na noc w tym namiocie. Gdy po parunastu minutach wyszła, położyłem się oraz szybko poszedłem spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz