Byłam w jednym z namiotów cyrkowych. Ludzie tutaj są nie poradni. Nie potrafią robić tak wielu rzeczy, ale... W pewnym sensie są do nas podobni. Nie mieli nic lub wszystko stracili. Coś takiego zmienia ich charaktery... Każdy, kto staje się jednym z nas... Hah... To zabawne. Tych, którzy traktują odmieńców w tak okropny sposób, zabiję bez mrugnięcia okiem. Ale tych, co należą do nas już od jakiegoś czasu... Nie umiałabym patrzeć tak obojętnie na ich śmierć. Stając się tutaj Neutralnym, stają się jednymi nas. Dostają drugą szansę, jakby drugie życie. Wszystkie sytuacje mające miejsce w ich przeszłości, zostają wymazane tutaj. Faktycznie... Ten cyrk jest, niczym z opowieści... Wspaniali cyrkowcy, tajemniczy pan, potworna Główna Obsada... Większość myśli, iż to niemożliwe, a jednak. Dzień za dniem, zastanawiam się, jak by zareagowali na to, że jesteśmy, kim jesteśmy. Teraz nie mają pojęcia... W trakcie mojego tłumaczenia czegoś, komuś, wszedł Pierrot z jakąś dziewczyną. Czyżby to była ta, którą wykupiłam od innego cyrku? Nie mogłam doczekać się jej przyjazdu, jednak nadal nie lubię nowicjuszy, bo nie mogę jeszcze im zaufać. Widziałam jej talent w trakcie występu u innych. Czasami chodzę w takie miejsca, aby z rekrutować takie osoby. Ona nadawała się idealnie, szybko powinna zostać Neutralną. Poza tym... Po jej twarzy poznałam, iż nie miała lekkiego życia wcześniej. To kolejny z powodów. Odeszłam od towarzystwa oraz podeszłam do brata i dziewczyny.
- Ta panienka to Moonlight - przedstawił mi ją chłopak. Czyli to faktycznie ona.
- Witam. Nie mogłam się doczekać twojego przyjazdu. Liczę na to, że będziesz ciężko pracować na treningach i podczas występów. Nawet z naturalnym talentem nie możesz osiadać na laurach! - wyjaśniłam z serdecznym uśmiechem. Nagle zdałam z sobie czegoś sprawę. - Pierrot! Miałeś odpoczywać! Wczoraj miałeś gorączkę! Jazda do namiotu lekarskiego! - wydarłam się na brata, zaś dziewczyna spoglądała na mnie ze zdziwieniem. W końcu udało mi się zmusić go do powrotu, do łóżka, więc poprosiłam, aby ktoś go odprowadził. Nadal jest dość słaby... Co by było, gdyby zemdlał po drodze?! To wszystko byłaby moja wina! Wracając do dziewczyny...
- Dzień dobry... - odezwała się w końcu cichutko. Muszę przyznać, jak na człowieka, miała swój urok. Jej głos był bardzo ładny, jednak nie wspanialszy od tego, jaki posiada mój brat.
- Masz szczęście, nie musisz mieć testu wstępnego, więc przejdźmy do zapoznania cię z pozostałymi członkami - mówiłam wciąż z uśmiechem. Teraz nie miałam ochoty na to, jak zawsze po zleceniu, więc ten był sztuczny. Jak przystało na węża, potrafię kłamać bez mrugnięcia okiem. Nawet nazywam się "Gadem". To nawet zabawne... Wielu ma mnie za szczerą, a jest zupełnie na odwrót. Kłamię mniej, niż Pierrot, ale więcej, niźli reszta naszego rodzeństwa. To wszystko nie ma sensu. Przedstawiłam nowego członka każdemu, kogo udało się spotkać. Jak zauważyłam, mój brat znalazł sobie kolejną przyjaciółkę. Nie ukrywam, jestem nadopiekuńczą siostrą i jestem o niego zazdrosna. Gdy miałam chwilę czasu, poszłam do namiotu, w którym (o dziwo) był. Usiadłam na krześle obok łóżka i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jesteś moim głupim, pomocnym braciszkiem, wiesz? - spytałam się go, oczekując odpowiedzi.
Pierrot uśmiechnął się.
- Tak, tak, wiem - powiedział pokojowo. Nagle weszła do nas nowicjuszka.
Moonlight?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz