niedziela, 19 kwietnia 2015

Od Moonlight: Słowa

 Zza szyby ukazywały się piękne krajobrazy. Siedziałam na miękkim czerwonym fotelu. Na stole leżała pomarańcza. Wzięłam ją do ręki. Kiedy się uśmiechałam? Nie pamiętam. Potarłam lekko pomarańcz a jej woń lekko zakręciła się w powietrzu. Odłożyłam pomarańczę znów na stół, wyciągnęłam, pergamin i kawałek węgielka. Zaczęłam szkicować motyla, miałam jego pełen obraz już przed oczami. Kocham malować, nie trzeba używać tu wielu słów, obrazy często ukazują emocje autorów, przez barwy, czy nawet kreskę. Moje obrazy ,jak to ujęła dziewczyna która przed mną siedzi, nawet gdy są czarno-białe oddają całą moją osobę, i moje uczucia. Ciekawe. Mamy jeszcze troszkę drogi. Odłożyłam węgiel i pergamin, z niedokończonym szkicem motyla i poszłam przespacerować się po pociągu. Wstałam i zaczęłam chodzić po przedziałach. W pewnym momencie, złapał mnie, jakiś facet.
  -Tutaj nie wolno spacerować.- Powiedział ostro i popchnął mnie w głąb korytarza, pokiwałam głową na ,,tak'' i poszłam w drugą stronę. Gdy wróciłam na swoje miejsce, znów zachciało mi się rysować. Więc, rysowałam, kiedy mi się znudziło, wzięłam w rękę pomarańcz i poszłam w ta samą stronę kolejny raz. Minęłam miejsce gdzie złapał mnie ten mężczyzna i poszłam dalej nie wzruszona.
  -Chyba coś ci powiedziałem!- Usłyszałam za sobą krzyk, odwróciłam się i zobaczyłam jego.- Wracaj do swojego przedziału!. - Kiwnęłam głową i poszłam dalej. Zobaczyłam drzwi które prowadzą, do łącznika wagonów. Wyszłam nimi na zewnątrz. Usiadłam na tych łącznikach, i tak sobie siedziałam. Ciekawe jak będzie w nowym cyrku. Mówili mi, że to największa lokacja w której będę. Jest tam wielu akrobatów, ale, jest z nich tylko paru którzy posiadają wiedzę o akrobacjach na trapezie, więc będę tam miała najwyższy poziom? Ciekawe. Może mają tam jakieś divy. Właśnie sobie uświadomiłam, że na zewnątrz jest bardzo przyjemnie, ale i bardzo głośno. Słyszałam stukot kół. I świst przecinanego powietrza. Jesteśmy już niedaleko. Chyba. Nic mi się nie stanie, że troszkę naładuje energii? Przecież na trapezie bardzo często zasypiam i spędzam prawie całą noc to czemu tu nie mogę? Może łamie zasady, ale mam taką dziwną siłę, że chociaż łamię zasady  to mnie nie wyrzucają. Zawsze tylko grożą a, ja nic nie robię by się poprawić, to i tak zostaję, tylko wysyłają ciągle kogoś kto mnie będzie upominać. Czy i tutaj będzie tak samo? Nie wiem, ale chce mi się spać. Zamknęłam oczy, oparłam się o drzwi, drugiego wagonu. Pomyślałam o tym nowym miejscu.
     Obudziłam się dopiero gdy, usłyszałam pisku zatrzymującego się pociągu, wstałam i roztańczonym krokiem wróciłam, na swoje miejsce.
-Gdzie byłaś?- Usłyszałam, od dziewczyny miała, mnie odprowadzić do tego cyrku.- Krzyczałam za tobą, ale nie słyszałaś. Czemu mnie nie posłuchałaś?! Zresztą nieważne, i tak dzisiaj inni będą mieli z tobą utrapienie, pakuj szybko rzeczy i idziemy.-  Węgielek owinięty w pergamin włożyłam do kieszeni a pomarańczę w rękę. Wyszłyśmy z pociągu, potem szłyśmy do lokacji. Nie wiem jak tam dotarłyśmy, nie obchodziło mnie to, rozmyślałam co ja będę tam robić. Dziewczyna taszczyła moją walizkę. Nie, nie pamiętam jej imienia, znam ją tylko kilka dni. Tylko raz była dla mnie miła. Nim obejrzałam byliśmy już w lokacji, ogromna brama, a za nią największy namiot cyrkowy jaki widziałam. Weszłam do środka, dziewczyna wręczyła mi walizkę i poszła w którąś stronę...
-Choć za mną- Powiedziała chłodno i ostro. Nagle zobaczyłam dwa niebieskie motyle. Poszłam za nimi. Były takie piękne. Posesja była ogromna, za, wielkim namiotem znajdowały się jeszcze inne. Dwa mniejsze i wiele mniejszych. Wbiegłam do pierwszego, był to namiot występów, paru ludzi się tam kręciło, w następnym, były chyba rekwizyty. A trzeci, troszkę mniejszy od drugiego, posiadł przepiękny trapez. Bardzo, blisko trapezu znajdowała się linia, rozciągnięta między dwoma słupkami, weszłam, na platformowe, doszłam do połowy sznurka i skoczyłam łapiąc się rękoma trapezu, niebezpiecznie blisko był tej linki. Moja walizka stała przed namiotem. Rozbujałam się, i pełnym gracji ruchem stanęłam na trapezie, uwielbiałam widok, namiotu z tego miejsca. Puściłam się linek trzymających trapez, pochyliłam do tyłu, i w odpowiednim momencie, zgięłam nogi które utrzymały mnie na trapezie. Wsunęłam się i tym razem usiadłam na, nim. Wygodnie mi było ćwiczyć, ponieważ nie zmieniłam stroju. Muszę się jeszcze rozejrzeć, przywiązałam wstęgi od bransoletek do drążka trapezu, wspięłam się na niego stając, skoczyłam robiąc salto, złapałam wstęgi, by się zatrzymać i chwile później wypościłam lądując, teraz wystarczy w odpowiedzi sposób je pociągnąć, i gotowe. Mam nadzieje, że wykonałam to płynnie. Ukłoniłam się, a potem, złapałam za walizkę i poszłam oglądać dalej. W końcu się zgubiłam i usiadłam pod jakimś drzewem, otworzyłam walizkę, w której miałam pełno pomarańczy. Wzięłam jedną i zaczęłam obierać. Byłam w połowie obierania kiedy przed mną stanął, chyba... chłopak. Miął maskę, nie zdziwiło to mnie. Spojrzałam na niego trochę obojętnie.
-Zgubiłaś się panienko?- Zapytał cicho. Miał przepiękny, kojący głos. Nie słyszałam takiego nigdy. Po chwili, rozmyślania nad jego głosem, pokiwałam na znak  że tak zgubiłam się. -Jesteś niemową?- Zapytał, wykonałam szybki gest ,,nie'' I podniosłam się. Nie lubię, mówić. A zresztą, już dawna nie słyszałam mojego głosu. Sama zapomniałam jak brzmi. - Dobrze... zaprowadzę cie do Reptile. - Powiedział. Chyba wato się odezwać. Otworzyłam usta... i wypowiedziałam, jedno proste zdanie. Bardzo cicho.
-J-jak masz na imię?- Chłopak spojrzał na mnie. Czy to przez mój głos? Nie wiem.
-Pierrot, a ty?- Odpowiedział równie cicho.
-Moonlight- Powiedziałam. Odwrócił wzrok i spojrzał w niebo. Zrobił gest bym szła za nim. Szliśmy chwilę, gdy zdałam sobie sprawę, że zostawiłam pomarańcze. Bez słowa, wróciłam po walizkę. I znów, nie odnalazłam drogi. Tym razem poszłam w którąkolwiek stronę. Nagle między namiotami natknęłam się na Pierrota.
-Tu jesteś.- Powiedział. Złapał mnie za rękę. Dziwne. Może nie che bym znów gdzieś sobie poszła? Nie wiem. Nie jestem przyzwyczajona do ciepła czyiś rąk. Szliśmy w milczeniu. Ja ciągnęłam za sobą walizkę z pomarańczami, a on ciągnął za sobą mnie.

Pierrot?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz