wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Moonlight

Nie rozumiem, o co tyle krzyku. Kiedy lekarz skończył mnie badać i wszystko się uspokoiło, wyjęłam śliczny niebieski kwiatek z moich włosów. Usiadłam na łóżku lekarskim. I podarowałam kwiatek lekarzowi. On uśmiechnął się. Ja jak zwykle z kamienną twarzą, odpowiedziałam bardzo cicho.
 -Dziękuje- Zeskoczyłam z łóżka. Podeszłam do złotowłosego, chłopaka.- Dziękuje. – Powiedziałam i wyszłam z namiotu. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ruszyłam w stronę drzewa. Troszkę już zapamiętałam. Teren cyrku. Pod drzewem stała moja walizka z pomarańczami. Usiadłam koło niej. Wyjęłam słoik. Zaczęłam się nim bawić. Zakręcać i odkręcać. Co jeśli jestem tu niepotrzebnym, zbędnym… motyl. Wpatrzyłam się w dal. Piękny motyl ze skrzydełkami koloru cytryny, latał na tle namiotów. Wstałam zostawiając słoik na ziemi. Ganiałam za nim kilka minut, aż go złapałam. Włożyłam do słoika. Złapałam jeszcze kilka motyli. Biegałam bym tak za nimi jeszcze długo ale na swojej drodze napotkałam łuskowate coś. Zwierze było koloru szmaragdu, miało długi ogon, szeroki pysk, w którym mieściły się dwa szeregi, śnieżnobiałych stożkowatych zębów. Z ciekawością patrzyłam na tego gada. W jego złotych oczach krył się jakiś podstęp. Poszłam po słoik z motylkami. Gdy wróciłam gad nadal stał na trawie. Otworzyłam słoik i zaczęłam podawać jaszczurowi motylki. Chyba mu smakowały. Gdy zabrakło motylków, chcąc pokazać zwierzęciu, że więcej nie mam wysunęłam do niego pustą dłoń. Po chwili, nie widziałam mojej dłoni, i poczułam straszliwy ból. Gad ugryzł mi rękę. Nadal wisiał, na niej a ja mogłam ruszać dłonią. Czułam ohydne wnętrzności, zwierzaka. Nie dam rady sama go zdjąć. Postanowiłam poprosić kogoś o pomoc. Niestety nikt nie brał tego na poważnie. Uważali to za żart. Ręka coraz bardziej bolała. W końcu natrafiłam na Pierrota.  Nie widziałam jego wyrazu twarzy bo miał na niej tą samą maskę.
-C-co się stało?- Zapytał cicho. Potrząsnęłam ręką, a zęby wbiły się w mój nadgarstek jeszcze mocniej.
-Bawiłam się i… to ugryzło mi rękę…- Powiedziałam nieco speszona. Znów robię komuś, same problemy. Upadłam na kolana. C-co… Po moich policzkach spłynęły zimne łzy. Z-zaraz! P-przestańcie! P-proszę… n-nie… przez tyle lat budowałam moją osobowość! Nie chcę jej zmieniąć. C-czemu płaczę?
 P-pierrot? Przepraszam, że musisz oglądać to przedstawienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz