niedziela, 19 kwietnia 2015

Od Reptile

Kolejne zlecenie... Naprawdę, nie sprawia mi to zbytniej przyjemności, jednak nie mam żadnego wyboru. To w końcu rozkaz od Ojca... Nie wiem, czemu on wciąż kłamie? Jesteśmy rodzeństwem, jego problemy są też moimi. Chcę, aby dzielił je ze mną, lecz on nadal uważa inaczej. Uda mi się kiedyś mu to wbić do głowy? Nie mam pojęcia, choć szczerze na to liczę. Gdy powiedziałam mu o zlecenie, wiedziałam, iż nie chce tego robić. Mimo wszystko... Ojciec nas przygarnął, dzięki niemu nadal żyjemy. Ten szlachcic, którego mamy się pozbyć... Jest gorszy od ludzi, którzy ignorują ból takich, jak my. Jeszcze Ci, co oglądają to z uśmiechem na ustach... Okropieństwo. Najgorsze są jego słowa... To dla niego tak trudne, aby przyznać, że to mu się nie podoba?! Popłakałam się i przytuliłam do niego. Chociaż nazwałam idiotą to wciąż go kocham. Odsunął mnie od siebie zdjął maskę, uśmiechnął oraz powiedział, że wszystko w porządku. Otarłam łzy ze swojej twarzy. Przez płacz miałam czerwone oczy, mam nadzieję, iż nikt nie zwróci na to zbyt wielkiej uwagi. Zdarza mi się to dość często, zwykle podczas jego występów, kiedy specjalnie upada, żeby zabawić publiczność. Wciąż ukrywa, że sprawia to ból, nawet przede mną. Do tej pory nikt, prócz głównej obsady, naszego przybranego rodzeństwa, nie ma pojęcia o naszych więzach krwi. Z tej też przyczyny, nasze gesty wobec siebie są czasami mylnie odbierane, zwłaszcza przez dziewczęta, szalejące za Pierrot'em. Szczerze powiedziawszy, czasami jestem trochę zazdrosna. W końcu, przez długi czas był dla mnie jedyną bliską osobą. A one specjalnie tworzą sobie problemy, aby był wobec nich miły. On oczywiście tego nie dostrzega i zawsze im pomaga. Po tym jak się uspokoiłam, Pierrot wyszedł z mojego namiotu. Nie wiem czy po prostu nie chce przebywać w towarzystwie moich gadów, czy też chce wrócić do treningu. Nagle na moich ramionach poczułam śliską łuskę. Akurat tego nie dało się go nie zauważyć. Najczęściej mam go ze sobą i normalnie, i podczas występów, więc jest raczej rozpoznawalny. Nie ważne ile razy im tłumaczę, że pytony nie są jadowite, do nowicjuszy to nie dociera.
- Coś się stało, Jarvis? - spytałam gada, który wpełzł na mnie. Zasyczał z lekkim zdenerwowaniem. - Ktoś nowy, powiadasz? W takim razie, należy się temu przyjrzeć - uznałam wychodząc ze swojego "domku". Poszłam w kierunku, który nadał mi mój towarzysz. Moje pupilki mogą chodzić po terenie całego cyrku, więc często donoszą mi o różnych rzeczach, mających tutaj miejsce. Zobaczyłam chłopaka mniej więcej mojego wzrostu. Podeszłam do niego z uśmiechem.
- Witamy w Circus of Tales! Skoro jesteś tu przed występem to pewnie chcesz dołączyć, zgadza się? - powiedziałam. Biorąc pod uwagę jego minę, najpewniej speszył go widok pytona. Skinął potwierdzająco głową.
- W czym jesteś najlepszy? - zadałam pytanie. On lekko się rozluźnił.
- Chyba w rzucaniu nożami... - odpowiedział niepewnie. Poklepałam go po plecach i zaprowadził do tarczy, na której się ćwiczy, następnie ustawiłam w odpowiedniej odległości oraz dałam narzędzia. Udało mu się trafić w cel cztery na pięć prób. Nie najgorzej. Uśmiechnęłam się szerzej.
- Dobra robota, teraz pora na test sprawnościowy - stwierdziłam. Poprowadziłam go do namiotu, gdzie zawołałam swego brata.
- Pierrot! Mamy nowego, musi przejść test! - krzyknęłam do chłopaka, który właśnie wspinał się na drabinę. Wszedł na górę i skinął głową, abym weszła tam razem z nowicjuszem. Puściłam młodego chłopaka przodem.
- Dobra, pokazać ci, jak to się robi? - zapytałam, a on kiwnął tylko głową. Mój brat wjechał na linę, na swoim rowerze z jednym kołem. - Zaczekaj na mnie! - dodałam, po czym wykonując salto, wskoczyłam na linę. Przez pewien czas większość przyglądała się nam, aż w końcu usłyszeliśmy głos chłopaka, który stał z szeroko otwartymi ustami.
- Ale... Ale... Przecież tam nie ma żadnego zabezpieczenia! - przestraszył się młodzik.
- Hm? Jakiego zabezpieczenia?* - zadałam pytanie jednocześnie z bratem.
- Spokojnie, oni tak zawsze! - odpowiedział mu ktoś z dołu. W końcu zamieniliśmy się z chłopakiem, który przeszedł test pomyślnie. Nawet nie wie, co go tutaj czeka. W tym miejscu nie wolno się lenić.
Wieczór, po występie
Zaczęliśmy się zbierać. Kilka godzin przed występem nasz lekarz powiedział, że Ojciec wezwał go do siebie i musi natychmiast wyjechać. To był nie lada problem, bo nie mógł zostać i pilnować porządku tutaj... Zadecydowałam, iż zostanie tam najstarsza osoba z głównej obsady, nasza siostra. Ja, Pierrot i Tweek na pewno wystarczymy. Z namierzeniem nie było problemu, dostaliśmy dokładne instrukcje. Zaraz miała odbyć się egzekucja jednego z takich, jak my. Mój brat odciągnął od tamtego towarzystwa szlachcica, Tweek uśpił, a dzięki mnie już się nie obudzi. Potem tylko uwolniliśmy odmieńca, oczywiście nie zwracając na siebie uwagi. Rutynowa akcja... Gdy wróciliśmy, wszyscy już spali. Pierrot... Jest jak zawsze przygnębiony po misji. Skąd to wiem? Po prostu to czuję. Podeszłam do niego i przytuliłam.
- Niczym się nie martw. Będzie dobrze... - szepnęłam cicho do chłopaka.

Pierrot? Dokończysz?

*Notatka: Oni nigdy nie korzystają z zabezpieczającej siatki ani w trakcie ćwiczeń, ani w trakcie występów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz