sobota, 2 maja 2015

Od Moonlight:

W namiocie, na zapleczu, oprócz rekwizytów, były i środki do czyszczenia. Od razu zabrałam się za czyszczenie rekwizytów. Wszystko dokładnie wytarłam i wyczyściłam. Nawet jeśli gdzieś wdarła się rdza nie było to problemem. Zamiotłam parkiet, umyłam wytarłam i dwa razy wypastowałam. Weszłam na linę. Dokładnie, sprawdziłam czy nie jest uszkodzona, naciągnęłam ją i skoczyłam na trapez Trapez też, sprawdziłam, ale... oprócz warstwy kurzu nic nie znalazłam. Wytarłam kurz i wróciłam na ziemię. Oparłam drabinę o ściankę namiotu i zdjęłam wszystkie pająki do wiadra. Potem wyczyściłam pajęczyny, spuściłam wiadro z pająkami na jednej z wstążek od bransoletki. Zeszłam i odłożyłam drabinę w kąt. Wyczyściłam też, loże i inne rzędy siedzeń. Usiadłam na środku koło wiadra z pająkami. Myślę, że posprzątałam wszystko. Do namiotu weszły jakieś dziewczęta, niektóre starsze od mnie,niektóre młodsze.
-To ona!- Któraś z dziewcząt, krzyknęła i wskazała na mnie. Wstałam, i wzięłam wiadro do reki. Zakryłam szybko wiadro, przykrywką. Wiem, że krzyki oznaczają kłopoty. Stanęłam wyprostowana, z głową uniesioną do góry. Dziewczęta, w zastraszającym tempie mnie otoczyły mnie, z kręgu wykroczyła chyba moja rówieśniczka. Była troszkę wyższa. Stanęła przed mną i uderzyła mnie w brzuch. Zgięłam się w pół, próbując powstrzymać ból.
-Po pierwsze, nie rzucaj mi wyzwania.- Wyprostowałam się znów w dumnej pozycji. Spędziłam tyle lat w cyrkach. Nauczyłam się paru rzeczy. Pierwszą z nich, było by kontrolować swoje emocje. Drugą, nie dać sobą pomiatać, bo w tedy jest się nic niewartym, zbędnym kawałkiem statku płynącego donikąd.- A więc tak?- Dziewczyna zamachnęła się by powtórzyć cios, ale mocniej. Uprzedziłam ją i wykonałam salto do tyłu. Przewróciłam przez przypadek jedna z dziewcząt. Odwróciłam się i wyciągnęłam do niej dłoń by pomóc jej wstać. Odtrąciła moją dłoń i sama się podniosła.
-Przepraszam ale czemu mnie atakujecie?- Zapytałam spokojnie, trochę cicho.
-Jeszcze śmiesz pytać?!- Zapytała, prawie krzycząc.- To ty chodzisz za rączkę z Pierrotem! Nie wyjaśnili ci zasad czy co?!- Zdębiałam. O co im chodziło? Znam zasady.
-Chyba n-nie rozumiem- Powiedziałam z wahaniem. Dziewczyna zrobiła kwaśną minę, i próbowała mnie zabić spojrzeniem.
-Każda tak mówiła!- Wrzasnęła mi w twarz, nadal zachowywałam spokój. - Teraz, są dwie gruby, dziewcząt walczące o względy Pierrota! Wybierz do której dołączysz?!- Nadal krzyczała.
-Do żadnej, nie mam zamiaru walczyć o czyjeś względy przepraszam, ale muszę już iść i uwolnić parę zwierząt- Myślę, że to dobra wymówka. Pająki to też zwierzęta. Nie chce bójki. Ruszyłam w przód ale dziewczyna zatrzymała mnie ramieniem, uniosła pięść, a ja zamknęłam oczy. Czekałam, na ból, ale się nie pojawił. Otworzyłam oczy, i ujrzałam znieruchomiałą dziewczynę. Jej dłoń trzymała jakaś inna, dłoń. Ktoś za mną stał. Dopiero teraz poczułam czyjeś ciepło. Rozejrzałam się po namiocie. Niedaleko dziewczyny która przed chwilą nad mną się znęcała stał żółto włosy chłopak. Poczułam się dziwnie.

Eee... Ktoś dokończy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz