wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Moonlight

Nie rozumiem, o co tyle krzyku. Kiedy lekarz skończył mnie badać i wszystko się uspokoiło, wyjęłam śliczny niebieski kwiatek z moich włosów. Usiadłam na łóżku lekarskim. I podarowałam kwiatek lekarzowi. On uśmiechnął się. Ja jak zwykle z kamienną twarzą, odpowiedziałam bardzo cicho.
 -Dziękuje- Zeskoczyłam z łóżka. Podeszłam do złotowłosego, chłopaka.- Dziękuje. – Powiedziałam i wyszłam z namiotu. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ruszyłam w stronę drzewa. Troszkę już zapamiętałam. Teren cyrku. Pod drzewem stała moja walizka z pomarańczami. Usiadłam koło niej. Wyjęłam słoik. Zaczęłam się nim bawić. Zakręcać i odkręcać. Co jeśli jestem tu niepotrzebnym, zbędnym… motyl. Wpatrzyłam się w dal. Piękny motyl ze skrzydełkami koloru cytryny, latał na tle namiotów. Wstałam zostawiając słoik na ziemi. Ganiałam za nim kilka minut, aż go złapałam. Włożyłam do słoika. Złapałam jeszcze kilka motyli. Biegałam bym tak za nimi jeszcze długo ale na swojej drodze napotkałam łuskowate coś. Zwierze było koloru szmaragdu, miało długi ogon, szeroki pysk, w którym mieściły się dwa szeregi, śnieżnobiałych stożkowatych zębów. Z ciekawością patrzyłam na tego gada. W jego złotych oczach krył się jakiś podstęp. Poszłam po słoik z motylkami. Gdy wróciłam gad nadal stał na trawie. Otworzyłam słoik i zaczęłam podawać jaszczurowi motylki. Chyba mu smakowały. Gdy zabrakło motylków, chcąc pokazać zwierzęciu, że więcej nie mam wysunęłam do niego pustą dłoń. Po chwili, nie widziałam mojej dłoni, i poczułam straszliwy ból. Gad ugryzł mi rękę. Nadal wisiał, na niej a ja mogłam ruszać dłonią. Czułam ohydne wnętrzności, zwierzaka. Nie dam rady sama go zdjąć. Postanowiłam poprosić kogoś o pomoc. Niestety nikt nie brał tego na poważnie. Uważali to za żart. Ręka coraz bardziej bolała. W końcu natrafiłam na Pierrota.  Nie widziałam jego wyrazu twarzy bo miał na niej tą samą maskę.
-C-co się stało?- Zapytał cicho. Potrząsnęłam ręką, a zęby wbiły się w mój nadgarstek jeszcze mocniej.
-Bawiłam się i… to ugryzło mi rękę…- Powiedziałam nieco speszona. Znów robię komuś, same problemy. Upadłam na kolana. C-co… Po moich policzkach spłynęły zimne łzy. Z-zaraz! P-przestańcie! P-proszę… n-nie… przez tyle lat budowałam moją osobowość! Nie chcę jej zmieniąć. C-czemu płaczę?
 P-pierrot? Przepraszam, że musisz oglądać to przedstawienie.

niedziela, 3 maja 2015

Od Reptile

Jeden z węży doniósł mi, iż w magazynie nie zostało już nic z zapasów kawy. Tweek... Ja chyba muszę mu zacząć kupować osobny zapas... Przez niego ten cyrk chyba zbankrutuje, chociaż jest najbardziej znany w całej Anglii. Jednak to nie najgorsze, o czym się dowiedziałam. Jarvis widział tutaj ten przeklęty fanklub mojego brata. Mam nadzieję, że te dziewczyny nie narobiły znowu problemów. Ostatnim razem, gdy tutaj były, zniszczyły namioty głównej obsady, więc mają absolutny zakaz wstępu na ten teren i chyba wszyscy, którzy byli wtedy członkami, wiedzą, iż gdy tylko je zobaczą, powinni je stąd wyrzucić albo mi o tym powiedzieć. Naprawdę... Z wielką chęcią napuściłabym na nie moje zwierzaki, ale sprawiłoby to problemy. Gdy szłam wypędzić te denerwujące dziewczyny, usłyszałam hałasy z namiotu lekarskiego, więc zmieniłam kierunek drogi, aby tam dojść. Weszłam do środka.
- Co tu się wyprawia? - spytałam zdenerwowana, widząc nową dziewczynę na rękach mojego przyjaciela z głównej obsady, a zarazem brata. Moonlight położono na łóżku i Shinra zaczął ją badać, a jeśli chodzi o wyjaśnienia... Tweek się nimi zajął, ale mówił tak szybko i bezsensu, że nawet ja nie umiałam tego zrozumieć. W końcu zwolnił, powiedział, iż to robota tych panienek. Kolejne problemy robią... Skoro już wpadłam na tego uzależnionego od kawy nie-człowieka, to...
- Tweek. Znowu wyczerpałeś cały zapas kawy! - krzyknęłam na niego zirytowana jeszcze bardziej. Natychmiast zaczął przepraszać, ale przecież tym nie zwróci tej kawy. Czy on myśli, że tylko on pije tę kawę? Nie mogę, po prostu nie mogę... Następnie zaczęłam mu tłumaczyć, że jeśli nie przestanie to w końcu naprawdę zabraknie pieniędzy. Do namiotu wszedł Pierrot, najpewniej przez moje krzyki. Przechylił lekko głowę w bok.
- Co się stało? - zapytał cicho widząc zaistniałą sytuację - Może mógłbym jakoś pomóc? - dodał jeszcze ciszej z nadzieją w głosie.
- Nic nowego. Twój fanklub znowu narobił problemów, mianowicie pobił naszą nową akrobatkę, a Tweek znowu wypił całą kawę - uznałam w odpowiedzi na jego pytanie.
 - Oh, rozumiem...Nic jej nie jest? - spojrzał na Moonli. Shinra odpowiedział na tym uniesionym kciukiem w górę, co miało oznaczać, że wszystko jest w porządku. Chłopak odetchnął z ulgą i wrócił wzrokiem do mnie - Jaki fanklub? - zapytał lekko zdziwiony. No tak, oczywiście główny obiekt zainteresowania nie ma pojęcia, o co chodzi. Czy on to kiedyś zrozumie? Nie wytrzymam tutaj dłużej z nimi. Towarzystwo moich pupili jest już inteligentniejsze...
- Mam was dość. Żegnam - powiedziałam odwracając się na pięcie. Wyszłam z namiotu i nie oglądając się za siebie, ruszyłam w stronę mojego namiotu.

Ktoś dokończy? Nie wiem, zajmie się Moonli? A może... Nie wiem.

Od Tweeka

Chodziłem po cyrku szukając Pierrota. Właściwie to mogłem też pójść do Reptile, ale jej węże są takie straszne! A i tak pewnie by na mnie nakrzyczała, że już sam wypiłem całą kawę... Nagle zauważyłem osobę, której szukałem.
- O, Pierrot! - podbiegłem do niego i położyłem mu rękę na ramieniu - szukałem cię. Wiesz może gdzie jest kawa?
- Wybacz, nie mam pojęcia - odpowiedział  po chwili zastanowienia, jak zwykle spokojnym i melodyjnym głosem.
- Bo wiesz, w kuchni się skończyła... I n-nie przeze mnie!! - powiedziałem lekko zawstydzony, a on zaczął się cicho śmiać.
- Tak, jestem tego pewien - odparł chyba trochę sarkastycznie, choć co takiego dość trudno zauważyć w jego głosie. Jak każdy z głównej obsady, byłem już przyzwyczajony do tego. W końcu już przed powstaniem cyrku się  przyjaźniliśmy.
Skoro Pierrot nie wiedział nic, to postanowiłem poszukać kogoś innego. Nagle usłyszałem jakieś podniesione głosy w namiocie. Podbiegłem tam szybko i odchyliłem płachtę oddzielającą namiot od pola. Zobaczyłem te dziewczyny z fanklubu Pierrota znęcające się nad tą nową... Moonlight? Chyba tak... Podszedłem szybko i złapałem pięść i na wszelki wypadek osłoniłem ją swoim ciałem.
- Zwykli goście nie mogą wchodzić na teren cyrku. Szczególnie gdy nie ma występów - powiedziałem poważnie. Niezbyt lubię gdy ktoś krzywdzi moich przyjaciół lub współpracowników. Sam byłem w bardzo złych sytuacjach... Odebrałem prześladowczyni trochę energii, tak że zemdlała, a reszta dziewcząt się przestraszyła - Proszę was o jak najszybsze opuszczenie terenu. - szybko wybiegły zabierając swoją przywódczynię, a ja na powrót wróciłem do mojego bardziej normalnego charakteru. - Nic ci nie jest?? wszystko dobrze?? Co ci zrobiły??
-Jeśli mam być szczera to tylko jedna mnie uderzyła, ale to nic. Pozwól bym dokończyła prace - powiedziała powiedziała obojętnym głosem.
- A nie przemęczysz się? Skoro cię uderzyła to musiało boleć! Zaprowadzę cię do namiotu szpitalnego! - wziąłem ją na ręce i pobiegłem do lekarza.
- Mówiłam już że to nic. I proszę postaw mnie na ziemi.
Jednak my już byliśmy u doktora i położyłem ją na łóżku.
- Shinra! Shinra!  Nową-- Znaczy Moonlight pobiły te dziewczyny!
- Niezmienne zasady fanklubu Pierrot'a - odparł. I wtedy do namiotu weszła Reptile.
- Co tu się wyprawia?? - zapytała lekko zezłoszczona.

Reptile? Co dalej?

sobota, 2 maja 2015

Od Moonlight:

W namiocie, na zapleczu, oprócz rekwizytów, były i środki do czyszczenia. Od razu zabrałam się za czyszczenie rekwizytów. Wszystko dokładnie wytarłam i wyczyściłam. Nawet jeśli gdzieś wdarła się rdza nie było to problemem. Zamiotłam parkiet, umyłam wytarłam i dwa razy wypastowałam. Weszłam na linę. Dokładnie, sprawdziłam czy nie jest uszkodzona, naciągnęłam ją i skoczyłam na trapez Trapez też, sprawdziłam, ale... oprócz warstwy kurzu nic nie znalazłam. Wytarłam kurz i wróciłam na ziemię. Oparłam drabinę o ściankę namiotu i zdjęłam wszystkie pająki do wiadra. Potem wyczyściłam pajęczyny, spuściłam wiadro z pająkami na jednej z wstążek od bransoletki. Zeszłam i odłożyłam drabinę w kąt. Wyczyściłam też, loże i inne rzędy siedzeń. Usiadłam na środku koło wiadra z pająkami. Myślę, że posprzątałam wszystko. Do namiotu weszły jakieś dziewczęta, niektóre starsze od mnie,niektóre młodsze.
-To ona!- Któraś z dziewcząt, krzyknęła i wskazała na mnie. Wstałam, i wzięłam wiadro do reki. Zakryłam szybko wiadro, przykrywką. Wiem, że krzyki oznaczają kłopoty. Stanęłam wyprostowana, z głową uniesioną do góry. Dziewczęta, w zastraszającym tempie mnie otoczyły mnie, z kręgu wykroczyła chyba moja rówieśniczka. Była troszkę wyższa. Stanęła przed mną i uderzyła mnie w brzuch. Zgięłam się w pół, próbując powstrzymać ból.
-Po pierwsze, nie rzucaj mi wyzwania.- Wyprostowałam się znów w dumnej pozycji. Spędziłam tyle lat w cyrkach. Nauczyłam się paru rzeczy. Pierwszą z nich, było by kontrolować swoje emocje. Drugą, nie dać sobą pomiatać, bo w tedy jest się nic niewartym, zbędnym kawałkiem statku płynącego donikąd.- A więc tak?- Dziewczyna zamachnęła się by powtórzyć cios, ale mocniej. Uprzedziłam ją i wykonałam salto do tyłu. Przewróciłam przez przypadek jedna z dziewcząt. Odwróciłam się i wyciągnęłam do niej dłoń by pomóc jej wstać. Odtrąciła moją dłoń i sama się podniosła.
-Przepraszam ale czemu mnie atakujecie?- Zapytałam spokojnie, trochę cicho.
-Jeszcze śmiesz pytać?!- Zapytała, prawie krzycząc.- To ty chodzisz za rączkę z Pierrotem! Nie wyjaśnili ci zasad czy co?!- Zdębiałam. O co im chodziło? Znam zasady.
-Chyba n-nie rozumiem- Powiedziałam z wahaniem. Dziewczyna zrobiła kwaśną minę, i próbowała mnie zabić spojrzeniem.
-Każda tak mówiła!- Wrzasnęła mi w twarz, nadal zachowywałam spokój. - Teraz, są dwie gruby, dziewcząt walczące o względy Pierrota! Wybierz do której dołączysz?!- Nadal krzyczała.
-Do żadnej, nie mam zamiaru walczyć o czyjeś względy przepraszam, ale muszę już iść i uwolnić parę zwierząt- Myślę, że to dobra wymówka. Pająki to też zwierzęta. Nie chce bójki. Ruszyłam w przód ale dziewczyna zatrzymała mnie ramieniem, uniosła pięść, a ja zamknęłam oczy. Czekałam, na ból, ale się nie pojawił. Otworzyłam oczy, i ujrzałam znieruchomiałą dziewczynę. Jej dłoń trzymała jakaś inna, dłoń. Ktoś za mną stał. Dopiero teraz poczułam czyjeś ciepło. Rozejrzałam się po namiocie. Niedaleko dziewczyny która przed chwilą nad mną się znęcała stał żółto włosy chłopak. Poczułam się dziwnie.

Eee... Ktoś dokończy.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Profil Ayami

Imię: Ayami

 Płeć: Kobieta

 Wiek: 18 lat

 Charakter: Ayami ma to do siebie, że jeśli nie musi to nie zaczyna rozmowy. Jest raczej zamknięta w sobie. Z własnej inicjatywy odzywa się( z reguły) tylko do Shori. Ma niechęć do ludzi, jedni ją przerażają, jedni są jej obojętni, a do innych czuje jedynie pogardę. Od dawna nikomu nie udało się wzbudzić w niej jakichkolwiek pozytywnych emocji. W skrajnych sytuacjach reaguje na zagrożenie agresją. Jej zachowanie można więc spokojnie porównać do zachowania szczutego zwierzęcia. Ponad to boi się nagłych, głośnych dźwięków. Kiedy słyszy kłótnie nierzadko kuli się, bądź zwija w kłębek w jakimś kącie. Mimo swych ,,nieco" dziwacznych zachowań to bardzo inteligentna dziewczyna, której po prostu nie dano szansy na wykorzystanie umysłu w jakiś pożyteczny sposób.

Historia: Nie pamięta skąd się tam wzięła, ani dlaczego. Tak czy inaczej już od najmłodszych lat występowała w cyrku. Nie był to jeden z tych bogatych i szykownych, a biednych i brudnych. Wzięli ją bardziej z łaski niż ze względy na talent. Nie płacili niczym poza posiłkiem, a w zasadzie jego resztkami. Sypiać musiała ze zwierzętami. Oczywiście nie zamykano jej z nimi w klatkach. Po prostu leżała na sianie obok. O świcie budzono ją krzykami by chwytała za miotłę.
 Pewnego dnia do cyrku sprowadzono nowego tygrysa. Kotka kosztowała dyrektora nie mały wydatek, tym bardziej, że był to albinos. Był tylko jeden problem. Udało się ją kupić tylko dlatego, że była dopiero co schwytana. Brak tresury i agresja obniżały cenę. Aya miała nieco ponad 16 lat gdy ją przywieziono. Tygrysica była dość młoda, miała niecałe trzy lata. Brakowało jej doświadczenia, nie zdawała sobie sprawy z tego, że ludzie są niebezpieczni. Bat na nią nie działał. Ayami po paru tygodniach zauważyła, że coś je łączy. Obie były z daleka od domu, nie chciały tu być. Wiem co sobie myślisz, jakie dzikie zwierzę chciałoby siedzieć w klatce. Inne koty, nawet te urodzone na wolności, dawały się szybko oswoić- przekupić mięsem. Ale ona była inna. Chciała wrócić, ale nie mogła. Kota powstrzymywały stalowe pręty i strach przed batem, a dziewczynę brak pieniędzy i strach przed ludźmi. Z czasem tygrys umiejscowiony nieopodal ,,łóżka" Ayami przestał na nią warczeć. Chyba zrozumiała, że to jedna z nielicznych osób w tym całym przytułku, która nie chce jej zmienić. Dziewczyna lubiła patrzeć na kota. Gdyby mogła chętnie powiodła by palcem po ciemnych liniach.
 Któregoś dnia zdarzył się wypadek- tygrys uciekł. Powalił tresera, rozszarpując mu przy tym gardło i uciekł. Następnej nocy kotka wkradła się do części ,,obozu" w której trzymano zwierzęta i wywlekła z niego szamoczącą się Ayami. Widocznie nie chciała być sama. Normalnie już dawno powinna się usamodzielnić, jakieś pół roku wcześniej. Ale i tak potrzebowała towarzystwa.
 Przez parę lat Obie włóczyły się po świecie. Dziewczyna podkradała jedzenie z targowisk, a kotka broniła jej poza miastem. Nie mogły podróżować normalnie, no bo gdzież- nastoletnia dziewczyna i biała tygrysica? W końcu, przypadkiem, natrafiły na ten cyrk. Ayami, z niemałym trudem, postanowiła dać sobie drugą szansę. Shori nie za bardzo miała wybór. Albo samotność, albo cyrk.

Dodatkowy opis: Z nawyku wypowiada pewne słowa niewłaściwe np. zamiast powiedzieć bóbr, może powiedzieć bober. Rzadko kiedy sypia w namiocie, woli towarzystwo tygrysa. Ukrywa to, ale nie umie ani pisać, ani czytać. To analfabetka. Z niewiadomych przyczyn większość zwierząt się do niej garnie.
Zdarza jej się mówić w sposób niezrozumiały. I nie mówię tu o wadach w wymowie, a czymś przypominającym wieszczenie. Nie ma żadnych nadprzyrodzonych zdolności, po prostu często to co powie, zwykle zupełnie niepasującego do tematu, rzeczywiście prędzej czy później ma miejsce. Niektórzy ją o to pytali, kiedy już odpowiadała to mówiła, że to nie ona. Że to Shori. To Shori widzi przyszłość. Oczywiście nikt jej nie uwierzył. To najpewniej złudzenia dziewczyny, która oszalała z samotności. Bywa, że zagapia się w jakiś odległy punkt. Sprawia wtedy wrażenie albo upośledzonej, albo nawiedzonej.

Zajęcie: Z reguły ogranicza się do tresury dzikich kotów, ale w razie czego może też żonglować nożami, albo skakać na trapezie.

Poziom: Nowicjusz

 Wygląd:

środa, 22 kwietnia 2015

Od Pierrot'a

Gdy Reptile wyszła z namioty zastanowiłem się czy nie był to dobry moment aby stąd wyjść. Już dawno chciałem opuścić to miejsce. Nie jest mi tu źle, jednak czuje się taki...Niepotrzebny. W końcu to że nikomu nie pomagam ani nic nie robię, świadczy o tym że jest bezużyteczny, racja? To niemiłe uczucie. Szybko jednak odrzuciłem od siebie myśl o możliwości ucieczki. Moja siostra na pewno wróciłaby lada moment i wtedy niezwykle się zdenerwowała. Nie chcę złościć innych, to również niepotrzebne. Po chwili usłyszałem czyjeś kroki. Spojrzałem na wejście do namiotu. Stanęła w nich Reptile prowadząca za sobą Shinrę. Mężczyzna spojrzał na mnie i pokiwał głową niby to z zawiedzeniem. Z jego twarzy jednak nie schodził uśmiech.
- Kto by się spodziewał, że akurat ty tu będziesz? - spytał ironicznie. Tak jak wspominałem często przebywałem w tym miejscu. Raz przez omdlenie, innym razem przez gwałtowne osłabienie...Na ogół często chorowałem. Wzruszyłem ramionami nakładając na twarz swą maskę. Lubiłem ją nosić. Shinra cicho zaśmiał się i próbował przybrać choć trochę poważny wyraz twarzy - Dobrze, nie wygląda na to żeby dalej było źle - stwierdził podchodząc do mnie. Reptile przypominając sobie o czymś musiała opuścić namiot. Znów bierze dużo obowiązków na siebie...A ja tak chciałbym pomóc. Shinra zaczął mnie badać. Nie trwało to zbyt długo. Jak można było się spodziewać on również był odmieńcem. Posiadał specjalne zdolności związane z leczeniem. To właśnie jemu zawdzięczam swoje życie...Co prawda, zna się na medycynie również nie używając swoich mocy. Używanie ich było jednak o wiele praktyczniejsze, no i oczywiście szybsze. Już po chwili Shinra ogłosił, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego i mogę wyjść. Oczywiście dodał do tego swoją formułkę, którą słyszałem prawie ciągle. "Nie przemęczaj się", to jej główne słowa. Kiwnąłem głową i opuściłem namiot lekarza. Rozglądnąłem się dookoła. Znów nastała chwila w której nie miałem kompletnego pomysłu co mógłbym zrobić. Wędrowałem po całym terenie cyrku.
- O, Pierrot! - usłyszałem z tyłu po czym ktoś dotknął mojego ramienia - szukałem cię - powiedział jak zwykle "rozdrażniony" Tweek - wiesz może gdzie jest kawa? - zadał pytanie. No tak, nie spodziewałbym się po nim niczego innego. Może uzależnienie to za mocne słowo, ale...Tweek naprawdę uwielbiał kawę. Zastanowiłem się chwilę, jednak ostatecznie pokiwałem przecząco głową.
- Wybacz, nie mam pojęcia - stwierdziłem. Powinna być tam gdzie zwykle...Choć nie mam pojęcia gdzie jest zwykle. Nie pijam kawy, a jak już mówiłem nie zajmuję się uzupełnianiem braków produktów w naszym cyrku.
- Bo wiesz, w kuchni się skończyła... I n-nie przeze mnie!! - powiedział lekko... Zawstydzony? No tak...To w końcu Tweek. Słysząc to nie mogłem powstrzymać się od cichego śmiechu.
- Tak, jestem tego pewien - powiedziałem dość sarkastycznie, choć nie sądzę aby było to słychać w moim głosie. Nie często używałem czegoś takiego jak sarkazm, a nawet gdy już to robiłem mój głos dalej pozostawał spokojny i melodyjny.

Tweek? Co dalej?

wtorek, 21 kwietnia 2015

Od Reptile

Chciała posprzątać jeszcze w namiocie... Miła dziewczyna. Większość tych, które są wykupywane od innych cyrków z powodu talentu, jest leniwa. Ona jest inna, zdecydowanie.
- Nie musisz sprzątać, jednak muszę cię prosić, abyś teraz odeszła - stwierdziłam poważnie, lecz ze sztucznym uśmiechem na twarzy, jednak dziewczyna już wyszła. No cóż, nie będę za nią biegła. Zostaje mi przypilnować tego idioty, żeby nie próbował się znów gdzieś wymknąć. Znając jego, zrobiłby to. Moonlight naprawdę się napracowała. Zwykle osoby na moim stanowisku są wredne i niesprawiedliwe wobec pozostałych, ale jakoś ja taka nie jestem. To też powód, dla którego wykupiłam tą czarnowłosą dziewczynę, marnowała się tam i tyle. Zdjęłam maskę mojego brata z jego twarzy, a następnie podałam jedzenie.
- Jedz, na pewno jesteś głodny - uznałam. A niech tylko spróbuje mi nie jeść. Bycie odmieńcem nie oznacza, że nie musimy wykonywać tak podstawowych czynności. Wprawdzie mamy to szczęście, że nie zatrujemy się niczym. No chyba, iż ktoś stworzy specjalną truciznę na takich, jak my. Przytaknął tylko i zaczął jeść, a ja zrobiłam to samo. Jedliśmy tak w ciszy. Mój brat co chwilę patrzył nerwowo na wejście do tego namiotu. Chyba wiem, co chodzi mu po głowie.
- Nie myśl, że dam Ci stąd wyjść. Zostaje ty z tobą na noc - powiedziałam bez zbędnych dopowiedzeń. Wiem, że lubi pomagać, ale musi czasem zadbać o siebie. Pierrot cicho zaśmiał się.
- Naprawdę znasz mnie aż za dobrze - stwierdził krótko. Niby to powiedział, jednak pewnie myśli coś zupełnie innego. Odstawiłam talerz na stół.
- Co sądzisz o nowej dziewczynie, odkupionej od innych? - zadałam pytanie patrząc prosto w jego hipnotyzujące, złote oczy. Jestem ciekawa, co powie. Mój brat pozostał chwilę w milczeniu. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie.
- Jest odkupiona? - zapytał, mimo zaskoczenia, jak zawsze spokojnym głosem.
- Tak, nie słuchałeś, kiedy rozmawiałam o tym z naszym rodzeństwem, prawda? I pewnie nie wiesz też, że nawet Ojciec wyraził na to zgodę, prawda? - spytałam się go ze szczerym śmiechem. No tak, współprowadzący nie ma pojęcia o niczym, co się w okół niego dzieje. Wyglądał na lekko zmieszanego, jednak po chwili ponownie uśmiechnął się.
- Tak...Musiałem się zamyślić - odpowiedział najwidoczniej mając zamiar przyznać się do błędu.
- Nie zamyślić tylko po prostu ciągle nie słuchasz, gdy chodzi o coś ważnego! - podniosłam lekko głos, jednak wciąż z rozbawieniem.
- Słucham cię, nawet częściej niż innych. Po prostu czasem mogę się "wyłączyć"... -odpowiedział aby choć trochę się usprawiedliwić. Zaśmiałam się i położyłam mu głowę na ramieniu. Jestem czasem znudzona tym wszystkim lub raczej zmęczona. Momentalnie odniosłam się z krzesła, gdy na zewnątrz usłyszałam hałasy. Nakazałam Pierrot'owi zostać w... Można to nazwać pomieszczeniem? Tak czy inaczej, wybiegłam stamtąd. Zobaczyłam kilku cyrkowców, szarpiących się z *Shinrą, naszym prywatnym lekarzem. Rozdzieliłam ich. Mężczyzna może i jest uzdolniony, jeśli chodzi o leczenie, ale gdy chodzi o walkę, nastają pewne komplikacje.
- Co wy robicie? - zapytałam mierząc ich moim morderczym spojrzeniem.
- Wszedł na teren cyrku o tak późnej porze... - tłumaczył cicho jeden z nich. No nie mogę...
- Ma tu wstęp, jest lekarzem - wytłumaczyłam im sytuację. Słyszałam od nich tylko pomruki w stylu "To naprawdę jest lekarz?" i tym podobne. Mężczyzna przytulił mnie, krzycząc, iż uratowałam mu życie. W sumie im się nie dziwię. Zwykle po jego zachowaniach, trudno określić jego zawód. Złapałam Shinrę za rękę i zaprowadziłam do namiotu, gdzie (na szczęście) wciąż był Pierrot. Czekałam, aż któryś z nich coś zrobi.

Zakończenie?